KSIĄŻKA - RECENZJE

ARIA  NA  TYSIĄC  GŁOSÓW, 2004
BAJKA  NA  BIEGUNACH, 2008 
BAŚŃ  O  LATAJĄCYM  DYWANIE, 2006
CZEKANIE  NA  ZNAK, 1985
DRAMATY, 1981
DZIKIE  ANIOŁY, 2006
IRYTACJE, 1984
JAK  ZOSTAĆ  MONARCHISTĄ, A  WŁAŚCIWIE  KRÓLEM, 1976
KAŻDY  MOŻE  ZOSTAĆ... ODKRYWCĄ, 2009
PANGEA. MAŁE  DRAMATY, 1984

POCHÓD  DON  KICHOTÓW, 1977
PRZELOTNA  RADOŚĆ, 2012
SIŁA PRZYCIĄGANIA, 1975
SPIS  RZECZY I INNE OPOWIADANIA , 2001
TALIZMAN  I  INNE OPOWIADANIA, 1965

WIEK  ŚWIATEŁ, 1992
WYPRAWA  DO  KRAJU  KSIĘCIA  MARGINAŁA, 2009
ZŁOTY  POTOK, 2006




...........................................................................................................................................................


PRZELOTNA  RADOŚĆ

Leszek Żuliński
WIELKIE  MINIATURY

Jest to zbiór opowiadań, a raczej opowiastek. (...) Nie waham się te opowiastki nazwać wielkimi miniaturami. Bardijewski na kilku stroniczkach każdej z nich potrafi nas wciągnąć w świat, o którym jakby literatura współczesna coraz częściej zapomina. Narracja Bardijewskiego ma coś magicznego z prozy XIX-wiecznej, rzekłbym: dickensowskiej. Podobną elegancję, stateczność, potoczystość, „pieczołowitość wywodu”, skupienie i refleksyjność. W swojej narracji Bardijewski znalazł coś ponad czasem i modą. I znalazł też miejsce na swoje cudowne „patenty”. Jakie? Otóż ta proza, pogrążona w stoickiej mądrości, tańczy swoje wątki z lekkością baletnicy. Jest „lekka”, ale też arcyinteligentna, filozoficzna, ale też dowcipna, jest serio, lecz także nie pobawiona purnonsensu, trzymająca się ziemi, jednak unosząca się w obłokach. Nie znajdziecie tu żadnych tyrad, a jednak dowiecie się o ludziach i życiu więcej niż z niejednej opasłej powieści.
Jest to proza „kameralna”. Najczęściej te opowiastki mają dwóch bohaterów, toczą się wokół jakiegoś incydentu, zdarzenia, drobiazgu codziennego. Ale to dzieje się tu tak, jak u Chagalla: unosi nas ponad wszelki reizm i zwykłe przyziemie. Bardijewski umie być dyskretnie surrealny, co nie znaczy, że po ziemi nie chodzi. Znajdziemy tu, na przykład, liczne ślady naszego współczesnego czasu.  Bardijewski lubi  być sarkastyczny; daje nam często do zrozumienia, co myśli o „tu teraz”, wplata swoje komentarze i złośliwostki wobec współczesności... Ale, ale...  Ale największy cymes w tym wspomnianym, surrealnym widzeniu świata.
Bo te opowiastki to urocza wiwisekcja dusz ludzkich i owych „chagallowskich prądów”, jakie nas unoszą w stany przeróżnych lewitacji. Bardijewski jest mistrzem „psychologizmu metafizycznego” i admiratorem tego wszystkiego, co można zobaczyć wyłącznie „przed oczyma duszy swojej”. Większość jego bohaterów to dziwacy i dziwolągi, żyjące w swoim osobnym wymiarze. Indywidua, marzyciele, postrzeleni fantaści, poszukiwacze majaków i pięknej ułudy. Bardijewskiego fascynują (i bawią) „dziwactwa”, irracjonalizm, ludzka fantazyjność
i autozłudzenia, „czucie i wiara”, introwertyczność, ukochanie absurdu i mirażu. Metafizyczny spleen istnienia.
Ten autor pisze nieustannie rozprawkę o racjonalizmie, wychwalającą antyracjonalizm. Przygląda się z niebywałą czułością ludzkiemu marzeniu za innym światem i innym spełnieniem. Obserwuje wnikliwie tę „dychotomię osobowościową”, która nogi ugrzęzłe w ziemi wynagradza głową bujającą w chmurach. Jego bohaterowie stawiają sobie pytania o własną tożsamość i zagubieni w anonimowym tłumie wyłuskują samych siebie choćby z niedorzecznych marzeń.
Uważam, że proza nowelistyczna Henryka Bardijewskiego, przybrana we wspomnianą szatkę „opowiastki”,
jest traktatem i moralitetem na temat ludzkiej kondycji i wszelkiej kompensacji „łaknienia egzystencjalnego”, pięknego łaknienia... Dlatego te utwory uważam za „wielkie miniatury”, precjoza mądrości, wyobraźni i talentu!

Miesięcznik 2012/6

......................................................................................................................................................................




SIŁA PRZYCIĄGANIA

Piotr Müldner -Nieckowski
SŁUCHOWISKA   DO  CZYTANIA

Z zadowoleniem witamy książki „Teatru Wyobraźni”,
Henryk Bardijewski daje nam tom czternastu swoich słuchowisk. Autor ten w każdym utworze wprowadza nowe elementy formalne, na jego słuchowiska czeka się z niepokojem, że Bardijewski zaskoczy nas jakimś świeżym pomysłem. Dla przykładu - ustanowił on nowy zupełne typ słuchowiska opartego na pewnych elementach fantastyki. Nie są to jednak formy science-fiction. Utwory Bardijewskiego wykorzystują jedynie możliwości, jakie daje ta dziedzina literatury dla oddania całkiem rzeczywistych, współczesnych treści. Jeżeli w jego słuchowisku pojawia się robot, to jest on z tego świata, staje się symbolem pewnego gatunku ludzi. Podobne funkcje spełniają w tych dramatach zaskakująco ujęte elementy bajkowe, motywy muzyczne czy groteska. Bajka służy jawie, muzyka obrazowi, groteska powadze intelektualnej.
Jak zauważa Wojciech Natanson, dramaturgia Bardijewskiego opiera się na grze pojęć. Daje tu o sobie znać świetny talent komediopisarski, dzięki któremu dowcip, żart, ironia służą nie beztroskiej zabawie, ale wyrażaniu istotnych ludzkich spraw i sprawek. Śmiech  podszyty grozą atakuje z tych słuchowisk w sposób bezwzględny, pozostawia u słuchacza-czytelnika uczucie niepokoju moralnego, ujawnia widmo zła  tkwiące pod maskami codziennego życia.

Literatura  9 VI 1977
......................................................................................................................................................................

Wojciech Natanson
„Siła przyciągania”

Tom niniejszy przynosi czternaście słuchowisk Henryka Bardijewskiego. Jest to, oczywiście, tylko wybór ze znacznie większej liczby dzieł dramatopisarstwa radiowego, które pisarz ma w swoim dorobku. Zbiór „Siła przyciągania” to słuchowiska pisane w latach 1960 - 1975. Autor zaczął tworzyć jeszcze wcześniej, niedługo po zakończeniu studiów polonistycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Oprócz słuchowisk i utworów scenicznych  pisze króciutkie opowiadania publikowane od 1955 roku na łamach prasy.
W 1962 roku ukazuje się nakładem „Czytelnika” pierwszy tom Bardijewskiego pod tytułem „Rysunki na piasku”. Są to krótkie opowieści różne w temacie i rodzaju: czasem chodzi o osobliwą sytuację logicznie
i konsekwentnie rozwiniętą; czasem dąży autor do uchwycenia zjawiska o filozoficznym charakterze,
na przykład  w opowiadaniu „Ostrożnie, miejscami głębia” - sugestia spowodowana nonsensownym ostrzeżeniem wywołuje niepokój, a nawet strach. Dopiero zniszczenie napisu uwalnia ludzi od niepotrzebnej troski. Myśli młodego pisarza wspierają więc głos Jerzego Szaniawskiego, rozbijającego skamieniałe schematy. Dalszym niejako ciągiem i rozwinięciem owego cyklu drobnych utworów prozatorskich był wydany cztery lata później „Talizman i inne opowiadania” (Czytelnik 1965),  a następnie trzeci tom świadczący o niewątpliwym rozwoju talentu - „Lustra” (Iskry, 1971). Pierwsze opowiadania zamieszczone w „Lustrach” wydaje mi się niemal wyznaniem. Bohater utworu wybiera miejsce nad morzem, które dobrze się nadaje do pisania poematu. Zjawiają się jednak wątpliwości wynikające z owych zbyt wygodnych warunków tworzenia. Może raczej
„w autobusie, w tłoku” znajdzie się odpowiednia chwila. Tymczasem, w walce z owymi wątpliwościami, wśród niepokoju o to, co powiedzą czytelnicy: „żal mu się zrobiło słów zlekceważonych, nie przeczytanych, skreślonych, puszczonych mimo uszu”.
Gra słów i ukrytych za nimi znaczeń, walka o trafność ich wyboru, o ich dotarcie do czytelników jest cechą charakterystyczną dla każdego autora. Bardijewski odznacza się pod tym względem szczególną wrażliwością. Jego pisarstwo, podatne na skojarzenia, jest jednak stale kontrolowane, precyzyjne i ścisłe. Autor nie operuje słownymi wybuchami, lawiną pojęć i myśli. Stale dokonuje selekcji, wyboru. Nic więc dziwnego, że ożywczą
i podniecającą rolę mógł u tego pisarza odegrać dialog.
Dialog był dla dramatopisarza doniosłym środkiem artystycznego działania. Milczenie jest na scenie tylko dalszym ciągiem lub zapowiedzią słowa. Cisza, nabrzmiała słowem i sytuacją, staje się bardziej wymowna niż słowo. Gest czy gra mimiczna, muzyka czy skłębiony obraz wymagają poprzedzającego je lub towarzyszącego im słowa. Nawet pantomima tylko z tego powodu działa - sugeruje wzruszenie i zamyślenie, jakimi darzy nas słowo.
Dlatego  w każdym widowisku czy słuchowisku umiejętność budowania dialogu jest ważna. Mogą to być różne formy rozmów o wielorakim znaczeniu. Dialog w utworach Bardijewskiego to wartość samodzielna; ze zderzenia i konfrontacji zdań, wypowiadanych przez postacie, wynikają podniety dla myśli, wyobraźni, czy emocji. Zarazem wymiana słów, ułożonych w zdania, służy do osiągania innych jeszcze celów. Przypomnijmy sobie zamieszczone w tomie słuchowisko Bardijewskiego pt.„Schody”(1963). Dwaj ludzie zwiedzają zabytkową wieżę. To, co mówią do siebie i do innych przelotnie spotkanych osób, charakteryzuje wzajemny ich stosunek. Pragną coś od siebie wytargować. Próba porozumienia, celowe odbieganie i nawracanie do problemu, który ich najbardziej interesuje, to pierwszy plan toczonego między nimi dialogu. Równocześnie, właśnie wypowiadanymi słowami, wzajemnie charakteryzują się, malują swe wizerunki. Nie koniec na tym! To, co mówią bohaterowie tego słuchowiska, pozwala nam ogarnąć  „oczyma duszy” przestrzeń, w której sprawa się rozwija. Słowo pełni tu w sposób znamienny funkcję scenograficzną. Wznosi przed naszą wyobraźnią przestrzeń ukształtowaną architektonicznie.
W pewnych przypadkach buduje Bardijewski swe słuchowisko na zasadzie muzycznej. Należy do nich „Mała suita polska” (1971), gdzie muzyka pozwala połączyć różne plany doznań i myśli, tradycję i współczesność.
W realizacji radiowej, reżyserowanej przez Zdzisława Kopalkę, muzyka była dziełem wybitnego kompozytora Macieja Małeckiego. W recenzji zamieszczonej w tygodniku „Radio i telewizja” Witold Billip pisał, że „autor tyleż dba o nośność znaczeniową tekstu, co o melodię zdań, operuje równie sprawnie i pięknie (bo nienatrętnie) rytmizowaną strofą poetycką, jak epigramatycznie - aforystycznym dialogiem”.
Czasem słuchowiska Bardijewskiego są żartobliwe jak na przykład „Bat” (1968). Żartobliwa jest w nim nie tylko charakterystyka osób i sposób prowadzenia akcji, ale także jej rozwiązanie. Zgubienie bata, którym bohater nie tyle okłada swe konie, co je odpowiednio „nastraja”,  by odnaleźć szpital polowy w nieznanym, na ślepo przemierzanym kraju.
W radiowej  sztuce „Odlot” (1970), będącej przypowieścią filozoficzno- moralną, przedmioty zbuntowane przeciw despotyzmowi ludzkiemu zrywają się do wędrówek. Najpierw zaczynają to robić rzeczy związane ściśle z ludźmi i na ogół im posłuszne jak zegary. Zaledwie wyemigrowały, zaczynają ze sobą walczyć. Staczają bitwę, której odgłosy staną się jednym z efektów utworu.
„Trwoga wśród kamieni” (1967) - to  żart na temat artysty zakochanego we własnych utworach. Rzeźbiarz urzeczony klasycznymi proporcjami rzeźbiarskiego portretu przestaje reagować na piękno kobiet .
„Uprowadzenie” (1970) - Porwanie bogini miłości, przebranej za piękną kobietę i jej uwięzienie powoduje nieobliczalne i niepokojące , na szczęście przejściowe, skutki.
„Archiwum” (1972) i „Portret starszego pana z książką” (1971) - wskazanie na istotne siły tworzące historię - wolę i marzenia szarych, a ofiarnych ludzi.
Niespodziewane pointy utworu pt. „Albert” (1973), nagrodzonego przez jury Pierwszego Festiwalu Słuchowisk Polskich w roku 1974 , oświetlają nie tylko temat robotów, „nadmarionet”, automatów. Żart Bardijewskiego zawarty w  tym utworze odsłania dalsze konsekwencje zjawiska: automatyzację życia, która powoduje naruszenie samodzielności, nieostrość granicy dzielącej nas od automatów i związaną z tym groźbę, że żywi ludzie upodobnią się do maszyn. W słuchowisku ruchy ludzi nabierają sztywności automatów, ciało traci elastyczność, słowo przechodzi w bełkot zacinającej się płyty.
Gdy porównamy zebrane w tomie „Siła przyciągania” wcześniejsze słuchowiska z najnowszymi, zauważymy ewolucję od utworów o charakterze bardzo krystalicznej paraboli, np. „Filip, wielki pan nad sobą”, dramat rozgrywający się w nieco fantastycznym, ponad dziejowym środowisku, czy „Grimm 62”, w którym zużytkowano elementy bajki, do utworów współczesnych poruszających sprawy aktualne.: „Albert”, Odlot”, „Portret starszego pana z książką”. Ten ostatni utwór porusza problem zasług bezinteresownej pracy, konsekwencji życiowej i już zdobytego uznania. 
Wzbogacony doświadczeniami radiowymi zajmuje się Bardijewski także innymi formami dramatopisarskimi:  tworzy dla telewizji i dla teatru scenicznego. Napisał siedem sztuk, z których kilka doczekało się wystawienia na Wybrzeżu, we Wrocławiu i w Warszawie. Jest to teatr zagadnień, jakie nasuwa współczesność. Echa wojny i niebezpieczeństwo zbrojeń odzywają się w „Pustelnikach” zagranych przez Teatr Ziemi Gdańskiej w 1967.
Biurokracja to temat sztuki „Trzy łamane przez cztery”, granej przez Teatr Polski we Wrocławiu w roku 1967.
„Jezioro” zagrane w warszawskim Teatrze Kameralnym w roku 1969, było śmiałym wyprzedzeniem rzadkich wtedy, dziś o wiele częstszych dyskusji dotyczących zagrożenia środowiska naturalnego i niebezpieczeństw jednostronnego rozwoju techniki.
„Zacznijcie się śmiać”, sztuka drukowana w „Dialogu” w 1965 roku, to pochwała instynktu zabawy, ale i wskazanie na niebezpieczeństwa jej nadmiaru. Śmiech zalecony, nakazany wywołuje sprzeciw. Jak to sam autor sformułował w „Teatrze” (15.03.1971) - chodzi tu o granice uległości.
Wyznam, że lubię też nie wystawiony do tej pory utwór sceniczny „Skrzydła”, w którym małomiasteczkowy krawiec wpada na pomysł obdarzenia ludzi skrzydłami. Próba kończy się niepowodzeniem, czy to z utopijności pomysłu,, czy ze złej realizacji. Szerzej rzecz ujmując, chodzi o potrzebę uskrzydlającej, wznoszącej ponad codzienność idei.
Gdy piszę te słowa, kilka teatrów przygotowuje najnowszą sztukę Bardijewskiego „Misja”  bliską motywowi słuchowiska „Siła przyciągania”. Jest to pochwała aktorstwa i teatru pełniących doniosłą misję. Właśnie aktorzy nakładając coraz to nowe maski, wprowadzając siebie i grupę przypadkowych ludzi w różnorodne sytuacje życiowe, udowadniają wartość i sens życia, a zarazem jego fundamentalne zasady. Nie chodzi tu o teatr w teatrze, jak u Geneta czy Ghelderode’a, lecz o teatr jako sztukę życia, dla ludzi szukających jego sensu. We wcześniejszej sztuce telewizyjnej „Spektakl”, granej na pokazie warszawskiej Szkoły Teatralnej w 1969 r., poruszył Bardijewski problem teatru w życiu współczesnym, żartobliwie ukazując bunt widzów przeciw narzuconym konwencjom. Choć sztuka ta wydaje się przeciwstawieniem „Misji”, w gruncie rzeczy ją uzupełnia. Są tu pokazane dwa oblicza teatru - pozytywne i negatywne: spektakl może rozwijać i pobudzać do myślenia i może być pozbawiony watości. „Spektakl” wystawiony został razem z „Małą komedią”, w której śmierć przybiera postać młodych i ładnych kobiet. Odroczenie wyroku dzięki taktyce komplementów i pochlebstw nie zdoła oszukać nieubłaganie działające natury.
W kilku wypowiedziach na łamach „Sceny” (kwiecień 1971), „Teatru” i „Kierunków” (26.01.1975) głosił Bardijewski wiarę w słowo jako potężny czynnik obecnej i przyszłej radiofonii. Słuchowiska przyszłości  - pisał w „Kierunkach” -  „w moim przekonaniu będą powstawały w ścisłej współpracy pisarza, reżysera i realizatora akustycznego. Słowo będzie nie tyle walczyło z elementem fonicznym, z dźwiękiem generowanym elektronicznie, bez wzorców i  źródeł w naturze, lecz znajdzie w warstwie dźwiękowej, muzycznej i szmerowej swojego poważnego sprzymierzeńca”.
Radio zapewniło autorowi „Alberta” największe dotychczasowe sukcesy. Wiele słuchowisk zostało  przełożonych na wiele języków (francuski, niemiecki, węgierski, bułgarski, włoski, angielski, norweski) i było emitowanych przez wiele radiofonii. Bardijewski ma także dorobek telewizyjny m.in. „Spektakl” oraz „Stan wyjątkowy” (dwaj mężczyźni czekający na narodziny dzieci ).
Bardijewski widzi zasadniczą różnicę między teatrem, a twórczością radiową. „Radio to słowo oderwane od ust, od twarzy, od ciała”, pisał, „Teatr to właśnie zobaczenie słowa”. Owo słowo w twórczości Bardijewskiego działa komediowo, choć porusza sprawy poważne i ważne. Uśmiech nie służy tylko do rozbawiania, dąży przede wszystkim do rozbudzenia emocji i refleksji. Kontynuuje więc Bardijewski dobrą tradycję naszej komedii.

Posłowie do tomu słuchowisk „Siła przyciągania”, 1975
........................................................................................................................................................................

 



SPIS  RZECZY

Ewa Świątkowska
NIELEKKOŚĆ  BYTU

Zagłębiając się w prozę Bardijewskiego czytelnik rozpoczyna podróż po świecie, gdzie nic nie jest pewne,
a często jest wyłącznie dziełem wyobraźni. Relatywizm opisywanego świata i sceptycyzm wobec niego jest pokrewny dramatom radiowym autora. Tam opanował on sztukę ironii i groteski. Pierwsze opowiadanie zbioru wprowadza człowieka niepojedynczego, wędrującego razem ze wszystkimi swoimi wcieleniami. („Ktoś za mną idzie /.../ Ależ tak! To ja idę. Idę za sobą w pewnym oddaleniu, a za mną, tym drugim, też ktoś idzie.”)
Taki właśnie rozproszony człowiek jest bohaterem i przewodnikiem po świecie tej literatury.
Nierealność opisywanego świata bierze się z jego absurdalności. Autor nie ocenia jej jednak, nie sądzi. Jedynie sugeruje. A ten świat znajduje się niejako „obok” rzeczywistości. Prowadzą przez niego labirynty wyobraźni. Dlaczego ten świat jest właśnie taki? Bo to kosmos śmiejący się z pozornie jasnej, przejrzystej struktury tego,
w którym żyjemy. Świat Bardijewskiego kpi z człowieka, który się w nim znalazł. Spogląda z ironicznym uśmieszkiem. To świat zdeformowany, w którym nic nie jest z góry ustalone. Świat, który niejako prowokuje do ironicznego nań spojrzenia.
Bohaterowie opowiadań Bardijewskiego poruszają się w świecie zaplątanym, ale nie jest on dla nich zdumiewający. Proszona kolacja u nieobecnych przyjaciół, latarnia morska w środku pustkowia, miasteczko,
w którym każda rodzina ma własny salon kulturalny przyjmowane są jako coś najzupełniej oczywistego.
Pisarz ten wskazuje na nienormalność naszego, wydawałoby się, zwyczajnego świata. To, co dostrzega wokół, przepuszcza przez liczne filtry, przewartościowuje utarte kategorie wyobraźni. W efekcie uzyskuje obraz rzeczywistości o dziwnie dobranych barwach. Chodzi o to, aby umieć rozszyfrować grę tych barw. A to można uczynić dopiero po  dokładnej lekturze „spisanych” tekstów. Spisanych, a zatem ściągniętych z rzeczywistości.

Aneks, Trybuna Ludu 2001/165

.......................................................................................................................................................................

/
kz/
SPIS  RZECZY


Proza cenionego pisarza, dramaturga, autora licznych słuchowisk radiowych to próba ukazania kondycji duchowej człowieka dzisiaj. Krótkie, zwarte, pełne znaczeń teksty stanowią pełnoprawne formy autonomiczne, ale składają się na całość wizji świata autora. Jest tu - jak piszą o Bardijewskim - wszystko, co niezbędne dobrej nowoczesnej literaturze. Opowiadania nasycone są zarówno życiowym konkretem: meblami, ciotkami, kotami, psami, profesorami, opozycjonistami, miodem, orderami, kapeluszami - jak i metafizyką, wnoszoną przez diabłów i aniołów, tudzież surrealistyczny kaprys autora, pozwalający fruwać, rozdwajać się, czy koniom chodzić w mundurach, obok umundurowanych ludzi.
Warto poznać ten dziwny świat i spróbować go zrozumieć i zobaczyć. Solidny ładunek intelektualny prozy Henryka Bardijewskiego w najmniejszym stopniu nie odbiera jej lekkości.

Antena 7-13.09.2001

.......................................................................................................................................................................

Edward Balcerzan
STRONNICZE  LUSTRA


Proza Bardijewskiego wpisuje się w nurt literatury groteskowej, wyłania się z tradycji „ nonsensizmu”.
Ten typ wyobraźni znajduje się gdzieś pomiędzy Daniłem Charmsem a Sławomirem Mrożkiem. Konfrontacji
z Mrożkiem nie da się uniknąć. ( ...) Są to podobne konwencje, ale ich sens okazuje się wręcz przeciwstawny. „Słoń” był groteską zniewolenia. „Spis  rzeczy” jest nie tylko groteską wolności, ale uwolnienia - zarówno od przykrych przymusów - jak i, niestety, od nieodzownych w świecie ludzkim powinności. Mrożek szydził z nowomowy, ośmieszał nonsensy totalitaryzmu, który usiłował zredukować wielość rzeczywistości ludzkiej egzystencji do jednego wzoru. Bardijewski - odwrotnie - przedstawia kraj, w którym udręką staje się bezmiar wzorców wysłowienia i sposobów bycia.
Na tym tle żartobliwe baśniowe przebiegi wydarzeń w miniaturach narracyjnych „Spisu rzeczy” nabierają znaczeń specjalnych. Fantasmagorie stają się metaforami naszej - wcale nie - „fantastycznej” codzienności. Znakiem totalitaryzmu był świat umundurowany. U Bardijewskiego umundurowani są wszyscy, ale mundur okazuje się własną antytezą, bo - nie ma dwóch jednakowych.
Groteska syci się hiperbolą. Jedną z podstawowych form wyolbrzymienia wizji są tu - jak je nazwać? - „fabułotwórcze epidemie”, które już to ogarniają rozmnażające się rzeczy ( mundury, kapelusze, znaczki), już to  powielające się zdarzenia - z reguły niesamowite, jak w „Prelekcji”, gdy z ludzi wychodzą ukryci w nich barbarzyńcy: z każdego po jednym, a z pewnego pana - nawet dwóch.
Nawet.
To słowo jest najulubieńszym słowem narratora, stopniującym stany epidemii i potęgującym groteskę i absurd. ( „ Nawet” znaczy dla Bardijewskiego tyle, ile dla Juliana Przybosia „sponad”, a dla Tymoteusza Karpowicza „ale” i „a jednak”).
Groteska uwolnienia dzieje się w ruchu, pomiędzy pamięcią dawnych stanów i porządków zdruzgotanych - jak „dom kultury” zmieniony w „dom subkultury” - i wyzwoleniami z przeszłości. Typologia uwolnień zasługuje na osobne studium. Odnotujmy uwolnienia wzniosłe, gdy człowiek zamienia się w ptaka lub anioła, przyziemny dywan w dywan latający, drzewo czy wieża w punkt startowy dla lotów czy zaświatowej turystyki. Lewitacjom sprzyjają krajobrazy, w których unoszą się rzeczy pionowe: wieże, dzwonnice, latarnie morskie, drzewa, góry, usypiska. Porządek wertykalny dominuje nad horyzontalnym.
Zarazem wzlotom przeciwstawiają się upadki: bohaterowie lecą w dół, ku coraz niższym szczeblom ewolucji, zamieniają się w kukły, meble, minerały. Takie wizje rodzi dramat naszej (polskiej) chwili teraźniejszej, gdy przedmioty (towary) stają się podstawowymi wartościami, a wartości duchowe giną, ulegają reifikacji, jak sztuka teatralna w znakomitych „Figurach losu”: ostatnią możliwością „zatrzymania” widza na widowni okazuje się jego przemienienie w manekina.
Zakończenie bywa tu najczęściej - jakby powiedział zwolennik Derridy - manifestacją nierozstrzygalności. Kryją się w nim sugestie nowych niespodzianek i tajemnic, paradoksów czyhających na świat, z którym żegnamy się przeświadczeni, iż trwa nadal w pozatekstowej niewiadomej. Opowiadacz umacnia to poczucie - raz po raz - wyznając własną niewiedzę. (...) Końcowe akapity nie są  w „Spisie rzeczy” jedynym miejscem dla oznajmień nieoczywistych. Niektóre opowieści zaczynają się nad wyraz zagadkowo. „Spada autorytet zwierząt” - to początek „Bajki zwierzęcej”; „Nie ma niezależnych luster, wszystkie są stronnicze”- mówi narrator w pierwszych słowach „Patrząc w lustro.”
Poetyka niepewności współdziała z aurą baśni, a także z groteską, i utrzymuje w mocy myśl, iż podstawowym stanem rzeczywistości jest STAN PŁYNNY. „Rzeczywistość to bardzo płynne zjawisko” - czytamy w opowiadaniu, którego tytuł „Spis rzeczy”, stał się tytułem książki. Płynna rzeczywistość to rzeczywistość niewiarygodna, oszukująca człowieka. „Szkoda na nią słów. Nic sobie z nas nie robi” - mówi jeden z jego bohaterów. ( ...) Z kolei w „Kazaniu” bohater reaguje na płynność bytu utratą „wiary w rzeczywistość”.
Tym razem alter ego autora nie chce poddać się nihilizmowi. Broni zdrowego rozsądku - uciekając się do paradoksów. Twierdzi, że „niewiara czyni cuda”.
Paradoks, groteska, nonsens ukazują wprawdzie paradoksy i nonsensy życia , lecz zarazem - prawem podwojenia paradoksu, na zasadzie wybijania nonsensu nonsensem - powstrzymują myśl naczelną książki przed otchłanią beznadziei oraz piekłem nihilizmu. I to jest mi w „Spisie rzeczy” najsympatyczniejsze. Troska o to, by świat znikający, który nas oszukuje i traci swą wiarygodność, nie zrodził pogardy. Sens krzepiący kryje się nierzadko w rzeczach odrzuconych, zmarginalizowanych, przedwcześnie uznanych za głupie. „Kto zbada mądrość rzeczy głupich?” - pyta Bardijewski. I powiada, że „Niczego nie wolno lekceważyć. Niczego.
Nic to też jest coś.”
A kto wymyślił
że gwiazdy głupsze
krążą dokoła mądrzejszych?
A kto wymyślił
gwiazdy głupsze?
- pytał Miron Białoszewski; tak kończy się jego wiersz „O obrotach rzeczy”. „Obroty” z 1956 roku są zbliżone do „Spisu rzeczy” - nie tylko werbalnie, także ideowo, choć rodzaje artyzmu są tu jakże odmienne.

„Śląski Wawrzyn Literacki 2001”, Biblioteka Śląska, Katowice 2002
.......................................................................................................................................................................

Dariusz Nowacki
RZECZY  UCIEKAJA W SŁOWO


Każde opowiadanie Bardijewskiego to miniaturowa opowieść. Jeśli któryś z gatunków opanował Bardijewski do perfekcji i wzniósł na wyżyny, to właśnie miniaturowe opowiadanie, nowoczesną humoreskę, której jest po prostu mistrzem. Opowiadania zebrane w „Spisie rzeczy” są inteligentne i wysmakowane. (...)  Nade wszystko są niezwykle subtelne.
Subtelność humoru Bardijewskiego wynika z materii, którą posługuje się autor. Tworzywem  tym nie jest (...) obyczaj, charakter czy sytuacja, lecz język. Precyzyjniej mówiąc, siłą wytwarzającą i napędzającą żart jest tu językowa konwencjonalność. On smaga nawyki i wybryki ludzkiej mowy, śmieszy go i zastanawia fenomen, jakim jest rozejście się słów i rzeczy, tudzież w ogóle językowa dziwność. Wystarczy na przykład na moment uchylić metaforę, czyli wziąć przenośne za dosłowne, (...) jak w miniaturze tytułowej, gdzie spisywanie rzeczy powoduje tychże rzeczy znikanie. „Rzeczy uciekają w słowo...W słowie są bezpieczne. Tam nie grozi im nadmiar, jaki panuje w świecie materii”. Czasami wystarczy wyciągnąć prosty wniosek z naszych przyzwyczajeń nazewniczych: „Sos bengalski. Ludzie nawet nie podejrzewają, w jak dużej mierze sztuka kulinarna jest sztuką słowa. Gdyby nie powstał odpowiedni język, nic by nam nie smakowało. Smak słowa, oto co się liczy w każdej dobrej kuchni”( „Salony”).
Jednak najlepsze, moim zdaniem, efekty osiąga autor wtedy, gdy pozwala swoim bohaterom lub narratorom pytać nie o słowa czy nawyki językowe, lecz o mity i znaki naszej kultury. Dlaczego owocem zakazanym stał się ten, a nie inny owoc: „Dlaczego właśnie jabłko, spytałem, dostąpiło wiadomego honoru, a nie pomarańcza, banan czy gruszka? Profesor obiecał to przemyśleć. O ile znajdzie sponsora, dodał po chwili”. (Kongres”).
W zasadzie każde opowiadanie jest historyjką z morałem, rodzajem miniaturowej przypowieści. I tu rzecz ciekawa: paraboliczne opowiastki Bardijewskiego żywią się absurdem i wszelką (nie tylko językową) dziwnością ludzkiego istnienia, ale jednocześnie są obezwładniająco racjonalne, co przywodzi, oczywiście, na myśl starą oświeceniową tradycję.

Gazeta Wyborcza, Magazyn z Książkami, 13.06.2001



........................................................................................................................................................................


DZIKIE  ANIOŁY

Stefan Jurkowski
OSWAJANIE  ANIOŁÓW


Opowiadania Henryka Bardijewskiego to nie są utwory do łatwej lektury. Owszem ich lekkość, nastrojowość, wdzięk fabularny wabią czytelnika, lecz rychło się okazuje, że jest to proza wielowarstwowa, pełna ukrytych znaczeń: że aby wejść w głąb świata Bardijewskiego, trzeba uruchomić wyobraźnię, spojrzeć na rzeczywistość oczami autora. Wtedy dostrzeżemy wszystkie niuanse, przerysowania, pogodną ironię, z jaką autor podchodzi do otaczających go zjawisk.
Wszystko u Bardijewskiego jest konkretne: ludzie, miasteczka, pejzaże, nawet język, którego używa jest normalny, czyli bez udziwnień. Ten zwyczajny  świat nie wiadomo kiedy zostaje odrealniony. Nieznaczne przesunięcie akcentów, a wszystkie sytuacje kreowane przez pisarza zostają diametralnie zmienione, odrealnione. Stają się metaforyczne, obrastają w nowe znaczenia. Dogłębna znajomość ludzkiej psychiki oraz głęboka refleksja egzystencjalna idą tutaj w parze. Są to w gruncie rzeczy utwory mówiące o sensie życia, przemijaniu, naszych lękach, skłonności do hipokryzji, do kreowania siebie aż do granic absurdu. A może przede wszystkim o ułudach, którym każdego dnia ulegamy. Wszystko tu jest względne, wszystko się może zdarzyć - i zdarza się! Ktoś chce odstąpić swoją biografię, aby znów stać się nie zapisaną kartą...Bohater innego opowiadania staje się stróżem pamiątek, które go osaczają, idą za nim do innego mieszkania. Właśnie! U Bardijewskiego świat psychiczny niezmiennie wywodzi się z konkretnego, fizycznego. Światy te raz się przenikają, to znowu pokrywają, jawią się naprzemiennie. Jeden jest odbiciem drugiego. Istnieją na równych prawach. Oto - wydaje się mówić pisarz - jak bardzo ludzkie życie wewnętrzne zakorzenione jest w otaczających człowieka, niekiedy mało znaczących realiach. Nawet o tym nie wiemy, ponieważ jest to proces dziejący się poza naszą świadomością.
Bohater tych opowiadań, doświadczony i zdystansowany (alter ego autora?) jest człowiekiem pogodnym, dobrym obserwatorem, który umie analizować własne zachowania, zdolnym do autoironii, wiedzącym, że obraz przez nas widziany nie jest w rzeczywistości dokładnie taki, że nie ma odpowiedzi ostatecznych na żadne pytanie. Warto w tym miejscu  przytoczyć niewielki fragment utworu „Curriculum vitae”, by dać jakieś pojęcie o klimacie tych opowiadań: „ I jak żywy stanął mi przed oczami sprzedawca biografii - dziwny, na czarno ubrany człowiek z białą twarzą.. Mówił, że ludzie wzdychają na jego widok, a jemu żal jest ludzi. Człowiek, mówił, i to każdy, godny jest litości. Był w miarę natarczywy, i w miarę ustępliwy. W wieku nieokreślonym. Czy tak może wyglądać los? A może tak wygląda oszust? Gdyby wiedzieć, co jest losem, a co jego falsyfikatem... Gdybym wiedział, komu się poddać, a komu przeciwstawić?”.
Trzeba wyraźnie podkreślić, że siła pisarstwa Bardijewskiego tkwi w tym, iż nie traci z oczu świata. Opisuje go zrazu w sposób niemal realistyczny, aby potem dopiero wywodzić zeń niezwykłość i intrygować nią czytelnika. Jednocześnie nie ma tu nic z dosłowności. Puenty opowiadań brzmią metaforycznie, zdarzenia miewają charakter symboliczny, ludzkie zachowania - acz mieszczą się w jakichś racjonalnych normach - są przerysowane, groteskowe. Dosłowne i nie dosłowne. Po prostu wieloznaczne i zaskakujące.
Prozę Bardijewskiego cechuje żelazna dyscyplina, oszczędność słowa, trafność obserwacji, celność nazywania rzeczy i zjawisk, refleksja filozoficzna i swoisty liryzm. Każdy utwór to precyzyjnie skonstruowana fabuła przykuwająca uwagę czytelnika. Czyta się te opowiadania z zaciekawieniem, niejako „zapadając się” coraz głębiej w ich wielowarstwową, niejednoznaczną strukturę. Lektura „Dzikich aniołów” to fascynująca przygoda intelektualna, zaproszenie do czytelniczej gry z wyobraźnią samego pisarza i kosztowanie smaku prozy wysokiej próby.

Twórczość 2007/9

.......................................................................................................................................................................

Tomasz Mizerkiewicz
CZAS   SOBOWTÓROW


(...) Prawdziwie własnym, indywidualnym tematem, modelową sytuacją „Dzikich aniołów” jest spotkanie  wiekowego mężczyzny z ludźmi różnej kondycji. Z reguły przeżywa on przygody, z których wynika, że nie wiedzieć czemu świat wciąż czegoś chce od starzejącego się człowieka. W „Harmonii”  uliczny muzyk  przyplątał się do niego i gra wszędzie, gdzie ten się pojawi. W „Monstrum” otrzymał jeziorko zamieszkałe przez niezwykłego maszkarona. W „Księciu dokładności” dawny nauczyciel z lat licealnych udaje, że go nie zna, po czym zjawia się z zastanawiającym przesłaniem. ( ...) Z anegdot podobnych wynika, że starość wcale nie jest okresem wewnętrznego uspokojenia, w rodzaju „serenite” Iwaszkiewicza.
Powyższy wątek wiąże się z problemem sobowtóra, relacji między oryginałem a kopią, jaka co chwila zdumiewa bohaterów Bardijewskiego. W „Opowiadaniu włoskim” przyjaciele wędrują ulicami miasta w Italii i nagle spotykają personę przypominającą Dantego. Idąc za nim trafiają na Petrarkę, po czym okazuje się, że pozostali także przyglądają się im z dużą ciekawością. Obydwaj nie bardzo wiedzą, czyją kopią mogą być, jeden z nich zauważa: „Po tylu milionach lat ewolucji wszyscy już jesteśmy sobowtórami. Ty jesteś i ja jestem - tyle że nie wiadomo czyimi”. Potem orientują się, że zwiedzane miasto renesansowe stało się niepostrzeżenie odbitką wielu innych miast włoskich, w ich umysłach zaś wszystko uległo zdwojeniu : „Wszędzie oryginał i kopia, prototyp i sobowtór, dzięki czemu świat wydawał się przepełniony - i taki zapewne był”.
Motyw sobowtóra i kopii powraca potem nie raz, m.in. w noweli „Gra na zwłokę” zamykającej cały zbiór, co dodatkowo wskazuje na jego wagę. Jego „nadobecność” prowokuje do wniosku, że świat, który z niewyjaśnionych przyczyn dręczy bohaterów tej prozy i narzuca im tajemnicze posłannictwa czyni  tak dlatego, że chce im powierzyć do przemyślenia i zgłębienia prawdę, jakiej nie mógłby pojąć ktoś młody. Problem sobowtóra podpowiada, że tą prawdą jest zdumiewające poczucie, iż wszystko się powtarza, że obrazy miast, zachowania ludzkie najszczersze uczucia, to kopia czegoś, co już nieraz widział. Nieustające „deja vu” powoduje, że sam czuje się powtórką nie swoich losów, że znajduje „siebie” w spotkaniach z innymi osobami, w wizytach w nieznanych niby okolicach, w przygodach - wydawałoby się - całkiem niepowtarzalnych. Świat wplątuje bohaterów w to, co jest jego udziałem od zawsze, czyli w układ powtórek, ponowień i nawrotów. Udział w ich zmiennym rytmie staje się kłopotem starości, ale i szansą na niemal sensacyjne obserwacje. Podobne ujęcie tematu sobowtóra uznać wypada za własność autorską Bardijewskiego. Jego świadoma „eksploatacja” powoduje, że książka staje się zapisem osobliwej obsesji poznawczej ożywiającej twórczość pisarza.

Nowe Książki 2006/9

.......................................................................................................................................................................

Robert Ostaszewski
KOMPLETNIE NIESPIESZNY NAMYSŁ NAD  TYM ŚWIATEM


Bardijewski, prozaik i dramaturg opisuje świat, w którym przyszło nam żyć i robi to na swój sposób. Pisze o problemach nie wprost. Dlaczego ? Odpowiedź znajduje się w opowiadaniu „Odwiedziny o zmierzchu” : „Dosłowność w ogóle jest niewskazana, wysusza rzeczywistość, która i bez tego ma tendencję do wysychania i szarości”.
Nowy tom opowiadań Bardijewskiego składa się z blisko 40 krótkich opowiadań, które określiłbym jako przypowieści prozą. W części potraktować je można jako mocno uszczypliwe komentarze do bieżących wydarzeń. Inne opowiadania są natomiast filozoficznymi parabolami ukazującymi problemy ze zbudowaniem trwałej tożsamości ( „Curriculum vitae”), przemijaniem (  „Czas przeszły” ) czy starością i śmiercią („Salon opieki”).
Czy jest coś, co spaja rozmaite tematycznie teksty zamieszczone  w „Dzikich aniołach”? Jest to przede wszystkim perspektywa, z której w opowiadaniach opisywany jest świat. Większość bohaterów Bardijewskiego to ludzie zdystansowani, wyłączeni z głównego nurtu życia. (...) Postrzegają i oceniają wszystko, co dzieje się wokół nich, ze stoickim spokojem, komentują z ironią i humorem pozbawionym jednak zjadliwości. Jakby byli przekonani, że są w stanie obronić własną niezależność.
Proza Bardijewskiego przeznaczona jest dla tych czytelników, dla których literatura ma być katalizatorem niespiesznego namysłu nad światem.

Gazeta Wyborcza, 1.08.2006

.......................................................................................................................................................................

Hanna Milewska
KURS  WOLNEGO CZYTANIA


„Czytać trzeba wolno. Bardzo wolno. Najwolniej jak można.( ...) Dla słowa pisanego, nie istnieje czas”. Taki pogląd wkłada autor w usta bohatera. Narrator w kolejnych opowiadaniach przechodzi lekkie retusze charakterystyki, jednak zachowuje podstawowy profil psychiczny i moralny w całym zbiorze. Czytelnik znajdzie w nim wiele cech Profesora Tutki i Pana Cogito. Jest to „osobnik osobny”, zachowujący dystans do świata, a w kontaktach międzyludzkich - autonomię. To inteligent, który nie dorobił się ani majątku, ani stanowiska. W nowej rzeczywistości (Bardijewski subtelnie dozuje aluzje do przemian, nie przekraczając jednak granicy umowności paraboli) czuje się lekko zagubiony, lecz przyjmuje postawę życzliwą. Wokół siebie ma zarówno pokrewne dusze, jak i dziwaków, cwaniaków, a nawet hochsztaplerów. Nikogo nie potępia, próbuje zrozumieć motywacje, lekką nutką sympatii obdarza jednostki  nie nadążające za trendami;  refleksyjne usposobienie każe mu ostrożnie oceniać bliźnich.
W opisywanych sytuacjach panuje aura groteski: można lewitować, władać nieistniejącym językiem, spotkać świętego i jego sobowtóra. W tym świecie malarze malują jednocześnie oryginał i kopię portretu. Tożsamość jest pojęciem płynnym. Autor potwierdza doskonały słuch językowy. Opowieść płynie wartkim nurtem dzięki nie zaplątanym składniowo zdaniom. Smakowite, błyskotliwe dialogi i monologi świetnie brzmią w wyobraźni. Elegancja stylu, klasyczna trójdzielna kompozycja z efektowną puentą przywodzą na myśl takich mistrzów noweli jak Maupassant, Prus, Czechow, a przede wszystkim Szaniawski z cyklem gawęd wspomnianego już Profesora Tutki.  
Narrator „Dzikich aniołów” zadaje sobie fundamentalne pytanie: „Dzień piękny, słoneczny, życie spokojnie toczy się własnym rytmem, a ja jestem obcy. Może tylko nietutejszy? W tej okolicy. A jeżeli nietutejszy na świecie ? Co wtedy?”. Zapewne odpowiedź przyniosą następne opowiadania.


Topos 2007/3


......................................................................................................................................................................




WIEK ŚWIATEŁ

Dorota Krzywicka
I ZNÓW CIEMNOŚCI KRYJĄ ZIEMIĘ

Niezmiernie rzadko trafia się czytelnikom i krytykom niespodzianka przyjemna: książka zaskakująca świeżością, nieoczekiwanie celna pod względem wyboru tematu i oryginalna w wymowie. A taką właśnie książką jest opublikowana przez Nowe Wydawnictwo powieść Henryka Bardijewskiego  „Wiek świateł”.  Autor uraczył nas powieścią nie tylko że z talentem i humorem napisaną, ale przy tym dotykającą tematu, na poruszenie którego od dłuższego czasu z wytęsknieniem czekaliśmy. Henryk Bardijewski napisał książkę o postkomunistycznej Polsce. Ten trudny i niebezpieczny temat, zaatakował od najdelikatniejszej strony, stawiając bolesną, ale jakże prawdziwą tezę o dramatycznej degrengoladzie poziomu kultury naszego społeczeństwa. Sprzeciw narratora wobec rzeczywistości zdeformowanej, wadliwie funkcjonujących mechanizmów  społecznych lub pospolitej głupoty, wyrażony zostaje demonstracją atrybutów, które symbolizują rzeczywistość skrajnie odmienną od tej zastanej. Wiara w potęgę „formy”, możliwość skutecznego wyrażania protestu, ba, wręcz przeobrażania rzeczywistości i mentalności społecznej przez demonstrację określonych atrybutów i symboli, ma  w Polsce swoją tradycję: choćby w „Operetce” Gombrowicza. Teza tego utworu brzmi przecież jasno: ten kto jest zdolny narzucić, dyktować ludziom potrzebę eksponowania określonej zewnętrzności, ten  ma w rękach władzę. Innymi słowy - Forma określa świadomość!
Bohater „Wieku świateł” Bardijewskiego wie o tym i manifestuje swoją niezgodę na narastającą obojętność wobec sztuki, na malejący krąg jej zaangażowanych odbiorców, na generalny upadek kultury, społeczeństwa wreszcie, przebierając się w strój XVIII- wiecznego eleganta. Na postawione w książce retoryczne pytanie, dlaczego symbolem protestu Emila i jego zwolenników jest powrót do idei Oświecenia, czyli Wieku Świateł, pada jasna odpowiedź: „Ponieważ w waszej ocenie świat wchodzi w Wiek Ciemności”.
Pomysł Emila - tak nazywa się bohater powieści Bardijewskiego i nie przypadkiem jest on imiennikiem bohatera słynnego utworu Jana Jakuba Rousseau o nowoczesnym wychowaniu młodzieży - pomysł ten jest początkowo happeningowym żartem jedynie sprowadzającym się do demonstracyjnych promenad po parku, wkrótce jednak staje się zaczynem ruchu społecznego. W swoim mieszkaniu urządzonym według nowej mody oświeceniowej Emil przyjmuje coraz liczniejszych gości odzianych w krynoliny, krótkie fraczki i pudrowane peruki. Udziela wywiadów, prowadzi konferencje prasowe; wkrótce każdy jego gest, każde słowo nabiera wagi demonstracyjnego symbolu.
Streszczanie akcji, a zwłaszcza zdradzanie pointy byłoby niedźwiedzią przysługą wobec autora i jego dowcipnie
i inteligentnie napisanej i ze wszech miar godnej polecenia powieści. Ale nie sposób nie przytoczyć paru przykładów, które mogą dać świadectwo oryginalności i celności omawianej książki. Za szczególnie udany zabieg uznać trzeba umiejętne i wyważone splecenie kontrastowych elementów treści i formy. Poważną, podszytą prawdziwą troską diagnozę na temat polskiej ewolucji w stronę nieoświeconej indolencji, nieuctwa
i obojętności na sztukę i wartości wyższe opatruje Bardijewski żartobliwym komentarzem, tak, aby nie zrazić sobie czytelnika mentorskim tonem i skłonić go do uwagi i namysłu.
„Wiek świateł” jest wprawdzie powieścią przede wszystkim o dzisiejszej Polsce, ale w gruncie rzeczy jej wymowa jest o wiele uniwersalniejsza, dotycząca również innych krajów i innych społeczeństw.

Radio Wolna Europa, 12.1992

......................................................................................................................................................................

Tomasz Miłkowski
WIĘCEJ  ŚWIATŁA


 Zamiast rejestrować współczesność i poddawać ją rozmaitym testom, Henryk Bardijewski wybiera powiastkę filozoficzną jako użyteczne narzędzie rozpoznania rzeczywistości. Pozostaje to w zgodzie z charakterem jego pisarstwa zawsze chętnie posługującego się karykaturalnym skrótem, o specyficznym poczuciu humoru ze skłonnością do paradoksu.
Modelując swoją powieść na wzór i podobieństwo powiastek filozoficznych Diderota i Woltera, pisarz „Wieku Świateł” wymierza sprawiedliwość widzialnemu światu okiem Oświeconego. Jest nim narrator, bratnia dusza głównego bohatera Emila Reklama, który postanowił uciekać od rzeczywistości „do tyłu”, w czasy Encyklopedystów. Ta ucieczka ma sprawić, że ludzie potrafią naprawić błędy, jakie zdarzyły się po upowszechnieniu oświeceniowych ideałów. Tym razem Rozum ma okazać się bardziej przewidujący i mniej zaborczy.
W miasteczku powstaje salon. Ludzie skupieni wokół Emila przebierają się w peruki, kwitnie uczona konwersacja, a perwersja intelektualna życia w czasie „alternatywnym” wzbudza zainteresowanie na całym świecie, do cna już znudzonym samym sobą. Gdyby nie te rekwizyty wiele fragmentów powiastki Bardijewskiego brzmiałoby jak publicystyka: „Znów są ludzie - mówi jeden z dyskutantów w salonie Emila - którzy wiedzą jak być powinno. Pojawili się bardzo prędko. I mają swoje betonowe dogmaty. Mur można zbudować z bardzo różnych materiałów, lecz istota muru jest zawsze ta sama: oddziela, zabrania, zamyka.
I nie ufajcie tak bezgranicznie burzycielom murów - jakże często w innych miejscach budują nowe”. To jedno
z kluczowych zdań w powiastce, będącej sceptycznym wejrzeniem w mechanizm wielkiej przemiany. Emil podejmuje próbę ucieczki w czas rokujący jego zdaniem nadzieje na przezwyciężenie urazów i pęt krępujących człowieka. Jego gra budzi niepokój potężnych tego świata. Prowadzi ją jednak do końca z przekonaniem, że choć nie można pokonać czasu biologicznego, to można wyrwać się z pułapki czasu historycznego. W istocie „Wiek Świateł” to poszukiwanie alternatywnego wzorca w stosunku do wszelkich systemów niewolenia człowieka.

Życie Codzienne 30.09.1992

......................................................................................................................................................................




CZEKANIE  NA  ZNAK

Wiktor Utrata
DROBIAZGI  MORALISTY


Tom opowiadań Henryka Bardijewskiego „Czekanie na znak” jest wyborem opowiadań z bogatej twórczości pisarza. Termin opowiadania nie  określa adekwatnie zawartości tomu. Wykorzystaną przez autora formą gatunkową jest raczej - często mikroskopijnych rozmiarów - miniatura prozatorska. Bardijewski jest nie tylko prozaikiem, (ostatnia powieść „Irytacje”), ale także dramaturgiem. Jego pisarskie role nie pozostały bez wpływu na formę miniatur. Ukształtował je zmysł dramaturgiczny, który przejawia się w umiejętności maksymalnie lapidarnego, skrótowego ujęcia tematu. Kondensacja formy sprzyja uwydatniania ich znaczeń.
Istotę miniatur określa także element satyryczny. Satyra Bardijewskiego jest nowoczesna, daleka od tradycyjnych klasycznych wzorów. Autor operuje środkami typowymi dla literatury współczesnej. Należy do nich groteska, parabola, absurd, ironia, paradoks. Charakterystczną właściwością tych miniatur jest subtelny dydaktyzm, a raczej ich światopoglądowe przesłanie. Można mówić o swoistym uniwersaliźmie tomu, o jego ambicji ogarnięcia różnych zakresów ludzkiego doświadczenia. Zaznacza się tendencja do rezygnacji z konkretności świata przedstawionego, abstrakcjonizm służący formułowaniu ogólnych prawd.
Tom Bardijewskiego, chociaż przeniknięty humorem i nonsensem, trzeba traktować jako głos współczesnego pisarza - moralisty. Jego „Czekanie na znak” jest pełne niepokoju.

Trybuna Ludu 25 -26 1986


.......................................................................................................................................................................




TALIZMAN  I  INNE  OPOWIADANIA

Andrzej Drawicz
BARDIJEWSKIEGO  ZABAWY  PSYCHOLOGICZNE


Myślę, że  śmieszni mogą być tylko pisarze z prawdziwego zdarzenia, którzy wcale o śmieszność nie dbają; prezentują  natomiast wizję świata - groteskową, absurdalną, ironiczną, ale własną, na tyle całościową i spoistą, abyśmy zgodzili się w niej przez chwilę zamieszkać.
Prawdę mówiąc od czasu Gałczyńskiego, prócz utworów Mrożka, nie widziałam żadnych wydrukowanych nowych rzeczy, z których można by się śmiać, lub - co jeszcze lepsze - nad którymi można by się było uśmiechnąć. I nie spodziewałem się, że prędko zobaczę. Teraz przeczytałem „Talizman”. Są to rzeczy kreślone cienką kreską, zabawy psychologiczne, ironiczne uwagi kreślone na marginesie księgi życia, przeznaczone nie tylko dla ludzi obdarzonych poczuciem humoru, ale i poczuciem rzeczywistości. Żarty są z cicha pękł, eksplodują niemal bezgłośnie, ale zmuszają do zastanowienia - zastanowienia nad sobą, bo idzie tu o nas wszystkich.
Autor układa przewrotne sytuacje, których jakoby nie ma i być nie może, ale które jednocześnie są, ponieważ wyrażają szereg autentycznych prawd o świecie, w którym żyjemy; jest to więc spojrzenie typu Mrożka, ale pod własnym kątem. „Zacząłem wobec tego ćwiczyć z ciężarkiem. Ćwiczyłem przez miesiąc, potem drugi, wreszcie trzeci, a ciężarek jak stał na podłodze, tak stoi, ruszyć go nie mogę.”, albo: „Mówili do mnie trzej uczeni atomiści, póki nie spostrzegli, że nie jestem czwartym... Bez wątpienia było w tej sali dość wybitnych umysłów, aby pokierować masami ludzi, przede wszystkim przeciw sobie, ale może także w jednym kierunku, co jest znacznie trudniejsze”. Bardzo jest zabawny ów efekt obcości, z jakim narrator spogląda na świat z lekkim zdziwieniem, jak gdyby widząc go w najpowszedniejszych przejawach po raz pierwszy; przypomina to nieco zasady anglosaskiego dowcipkowania z  kamienną twarzą; przypomina również znakomitą, może tylko bardziej gryzącą ironię Ilji Ilfa tego od Pietrowa, „Dwunastu krzeseł” i „Złotego cielęcia”.

Sztandar Młodych 31.05.1966

.......................................................................................................................................................................

Janina Preger
LEKKIE  KONSTRUKCJE


Tomiki Henryka Bardijewskiego wyróżniają się pewną odrębnością i ambicją artystyczną. Wyróżnia Bardijewskiego przede wszystkim świeża forma literacka. Jego humor często jest grą słowa i wyobraźni, korzysta z przywilejów żartu absurdalnego, umiejętnie używa skojarzeń nadrealistycznych do swojej zabawy, pomysłowo umie grać elementami rzeczywistości, które przesuwa z inteligencją i dowcipem. Reprezentuje o
w wiele bardziej lotny gatunek humoru, niż tradycjonalny, nagminnie uprawiany.
W swoich żartach Bardijewski lubi posługiwać się paradoksem („Szpital nieznanego żołnierza” i wiele innych miniatur z tomu „Talizman”), jest kameralny i przejawia ambicje intelektualne. W swoim drugim tomie sprecyzował swój gatunek literacki, zdecydowanie obrał formę powiastki filozoficznej (z „antymorałem”
w poincie). Wyrobił sobie lekki, sprawny rysunek. Jego miniatury mają żartobliwy wdzięk.
Kropla pesymizmu, kropla goryczki, trochę sceptycyzmu zawsze się sprawdzą w obserwacji sprawek ludzkich. Zaletą jest umiejętność sceptycznego śmiechu również z samego siebie - dzięki temu autor zachowuje lekkość pióra, nie nudzi solennością. Jeśli w poprzednim tomiku znać było wpływy aury komizmu Mrożka - to obecnie autor czerpie natchnienie raczej z Kołakowskiego. Bardijewski jest najdowcipniejszy, gdy ukazuje kłopoty tych, którzy nie nadążają za modą na myśli i gusty. Np. Ktoś za wszelką cenę chce być intelektualnym gorszycielem - a tu nikt się nie gorszy mozolnie wypracowanymi herezjami poczciwca. (humoreska „Moje biedne herezje”). Inny koniecznie chce wywołać zasadniczą dyskusję - a tu nikt nie chce bronić czegokolwiek ( „Opozycja”).Równie zręcznie Bardijewski potrafi ukazać w absurdalnym świetle różne snobistycznie nadużywane pojęcia, które stały się frazesem jak „indywidualność artystyczna, ”,,nowoczesność”.
Autorowi nie zbywa na pomysłach do zabawy. Szczególnie udany jest cykl anegdot na tematy kosmiczne
i metafizyczne, w których nowoczesny „homo technicus” w sposób zabawnie anachroniczny dyskutuje ze skrzydlatymi aniołami itp., łącznie z samym Panem Bogiem („Nowy wspaniały świat”). Humor tych dobrodusznych laickich żartów ma w sobie coś z uśmiechów Effela. Autor umie bawić naiwnością absurdalnych zestawień. Umie śmieszyć surrealistycznym pomysłem, językowe metafory wcielić w dosłowną rzeczywistość - zaskoczyć niespodzianką, napisać przekorną bajkę dla dorosłych.
Bardijewski wyrobił sobie dużą precyzję wyrazu w formie miniatury prozaicznej. W jego powściągliwej mowie pointa bywa najczęściej wyrażona aluzją -  i to jest bardzo dobre. Przykładem może być taki „ koncentrat psychologiczny” jak np. miniatura - „Żonkile” - o wielu sprzecznościach zawartych w jednej miłości. W swoich paradoksalnych miniaturach Bardijewski sugeruje pewne podteksty, pewne alegorie, z całości prześwituje sceptycyzm. Są w nich oczywiście szpilki pod adresem immanentnego zła, jakie zawarte jest we władzy, która chce wygnać ze społeczeństwa śmiech, płacz i wszelkie uczucia („Eksperyment”), oczywiście doza pesymistycznych uwag pod adresem natury ludzkiej („Falochron”), tudzież natury czasu, który człowieka kompromituje i odziera ze złudzeń.
Bardijewski nie używa grubej kreski, obca mu jest fotograficzność. Przedmiotem jego zainteresowania jest człowiek, natura współczesnego człowieka.

Twórczość 1966 nr 8


......................................................................................................................................................................




JAK  ZOSTAĆ  MONARCHISTĄ, A WŁAŚCIWIE  KRÓLEM

Andrzej Hamerliński
RADIO I DRUK


Nowy tom Henryka Bardijewskiego „Jak zostać monarchistą, a właściwie królem” przynosi utwory - zarówno prozę, jak teksty słuchowisk - będące owocem dwudziestoletniej współpracy autora z radiem. Skala komizmu, a także bogactwo pomysłów, jakie prezentuje w tej książce Bardijewski, są na tyle rozległe, że chyba każdy znajdzie tu rodzaj humoru, który mu najbardziej odpowiada. Bo nie brak na tych kartach ani drwiącej satyry, ani przekornej groteski, ani żartobliwej zabawy doprowadzania podpatrzonych w życiu sytuacji czy zjawisk do absurdu. Ironia raz splata się z baśniowością, kiedy indziej z fantastyką, jak w „Zwierzętach z niebieskiego ZOO”, to znów przybiera postać rzeczywistości odbitej w krzywym zwierciadle drwiny, by z kolej ustąpić miejsca humorowi abstrakcyjnemu.
I podobnie rozległa jest też skala tematów od miniaturek psychologicznych sięgająca po żartobliwe spojrzenie na problem władzy (między innymi arcyzabawny w swej dwuznaczności obrazek „Król się bawi”), od satyry na biurokrację po kpiące zamyślenie nad historią prawdziwą i ubarwioną („Pokoje pełne gości”), od obserwacji obyczajowej  po żart literacki (doskonały w pomyśle „Człowiek z narratorem”) - od problemów współczesnej cywilizacji i jej konfliktów - po sprawy sztuki.
Przy całe tej rozmaitości nastrojów i tematów stosunkowo nieliczne utwory tomu można określić jako igraszkę humoru. W większości zaznacza się wyraźna tendencja, niekiedy jawna, niekiedy zawoalowana. Najogólniej określić by ją można jako atak na wszelkiego rodzaju tępotę. A celem ataku stają się dla Bardijewskiego przejawy życia różne. Raz - wytarte, zużyte schematy ocen i rozumowań. Kiedy indziej - tępota indywidualna, jak w obrazku „Jutro niedziela”. To znów tępota o aspektach społecznych, jak w makabresce „Kamień”.
Wydaje się, iż Bardijewski tym celniej i ostrzej atakuje jako satyryk - im bardziej stara się zachować dystans wobec tematu, im wyraźniej zbliża się ku grotesce, a zarazem ku uogólnieniu, ku metaforycznemu ujęciu.
To książka ciekawa, sympatyczna i prawdziwie świetna humorem, zawartością, zręcznością komponowania
i ostrością point.

Tygodnik Kulturalny 1977 nr 8


.......................................................................................................................................................................




IRYTACJE

Tadeusz J. Żółciński
KIM  JEST  BAGBA


Henryk Bardijewski jest autorem kilku zbiorów opowiadań oraz powieści m.in. : „Lustra”, „Jak zostać monarchistą a właściwie królem”, „Klawiatura”, „Pochód Don Kichotów”, „Rzut podkową”. Od początku potrafił wypracować własną poetykę charakteryzującą się swoistą przewrotnością w oglądzie ludzkich zachowań oraz sytuacji, które kreowały i determinowały postawy jego bohaterów. I to zarówno w prozie, jak i w teatrze. To nieco ironiczne i satyryczne widzenie wszystkiego, co się rozgrywa we współczesnym świecie, co równocześnie kształtuje ludzkie charaktery pełne słabostek i śmieszności, pozwala pisarzowi na zaproponowanie czytelnikowi wspólnej zabawy w prawidłowe odczytywanie jego utworów.
Znać przeszłość, tę rzeczywistą, niekoniecznie oznacza rozumieć dzień dzisiejszy. Dlatego na wszystko, co się dzieje wokół nas i w nas samych, należy zawsze patrzeć z przymrużeniem oka, umieć znaleźć do tego dystans. Być ironicznym i czujnym. Poznając świat, poznajemy siebie. Na tym też przesłaniu myślowym skonstruowana została ostatnia powieść Bardijewskiego „Irytacje”. Wszystko w niej poddane zostało całkowitemu pomieszaniu. Pozornie odczytywać ją można jako powieść detektywistyczną . Narrator, zamiast zdać przełożonemu suchy, policyjny raport o poczynaniach podejrzanego o spiskowanie  niejakiego Bagby, przeistacza się w gadułę, aby opowiedzieć o wszystkim, co pozornie nie ma nic wspólnego ze sprawą. Pozornie, bo z tego sprawozdania, pełnego dygresji, przedziwnych kluczeń, niedopowiedzeń, relacji z sytuacji nieprawdopodobnych, wyłaniają się portrety psychologiczne narratora, adresata i nieszczęsnego Bagby. Wyłania się też klimat czasów, w których rozgrywają się te sytuacje. Czasów łatwych do rozszyfrowania, jako że Bardijewski mimo całej aluzyjności, operuje czytelnym szyfrem, wskazującym, iż rzecz cała rozgrywa się w niedalekiej przeszłości. W czasach ostrych przeobrażeń politycznych, a przede wszystkim myślowych społeczeństwa. Tylko, że te przeobrażenia w kategoriach myślowych w gruncie rzeczy są pozorne i jałowe, choć nie pozbawione konsekwencji w zachowaniach i postawach ludzi.
Bardijewski świadomie sprowadza to do absurdu, pokazując, iż rzecz cała ogranicza się do ciągłego gadulstwa, wzajemnego przekonywania się do racji irracjonalnych. Kim więc w tej sytuacji jest Bagba? Dlaczego musi być poddany tej dziwnej inwigilacji? Czy za czyny, które w jego przypadku sprowadzają się do wypowiadanych, sprzecznych ze sobą myśli? Przyjmując, iż jest to powieść detektywistyczna, nie próbujmy jej streszczać.
Jedno jest pewne, opowieść o Bagbie jest swoistego rodzaju wykładem o kondycji człowieka w naszych czasach, w naszym kraju. Wykładem ciekawym acz kontrowersyjnym.

Kultura 1985 nr.13



.......................................................................................................................................................................

 


POCHÓD  DON  KICHOTÓW

Małgorzata Mietkowska
KRACH  DON  KICHOTA

Świat, w który wkraczamy w utworach Henryka Bardijewskiego jest światem z pogranicza realności i fantastyki, czy też absurdu. Jednak sytuacje zostają uwiarygodnione dzięki autentyczności spostrzeżeń. Bohaterowie Bardijewskiego egzystując w tej osobliwej nierzeczywistej rzeczywistości, na poły nonsensownej, na poły absurdalnej, traktują ją  jak prostą realność. To zderzenie jest właśnie najczęściej motorem komizmu w twórczości autora „Pochodu  Don Kichotów”.
W konstrukcjach sytuacji paraboliczych, które ukazują  sprzeczności natury ludzkiej, czy też bardziej aktualne uwikłania człowieka w konflikty ze społeczeństwem i cywilizacją współczesną, pozostaje on przy łagodnym humorze i melancholijnej zadumie. W budowie tej aury bliski jest Jerzemu Szaniawskiemu.
W trzech dotychczas wydanych tomach opowiadań („Rysunki na piasku”, „Talizman”, „Lustra”) Bardijewski uprawiał krótkie formy narracyjne, w „Pochodzie Don Kichotów” są to formy większe. Jest w nich kontynuacja wcześniej skonstruowanej wizji świata, czyli: osadzenie absurdalnych zdarzeń w pozornej rzeczywistości. Wyobraźnia pisarza podsuwa mu coraz to nowe, cięgle bardziej atrakcyjne obrazy. Spotkamy tu miasto tak oszalałe na punkcie sportu, że nawet koszmary senne są w nim sportowe; średniowiecznych rycerzy staczający bitwę z siłami porządku; lektykę uznaną za najnowszy środek lokomocji.
Czy prawdy wyrażone w tych paraboliczych konstrukcjach, kreują własną filozofię pisarza? Oto przykładowe ogólniejsze refleksje na temat omawianych opowiadań: W dzisiejszej rzeczywistości nie ma już powrotu, ani zrozumienia dla Don Kichotów; poglądy ludzi na to, co stare i nowe, są zmienne; granice prawdy i fałszu są często sprawą optyki; osiągnięcie niezależności i swobody prawie zawsze połączone jest z samotnością. Stwierdzenia te wyrażają pewne stałe prawa rządzące egzystencją ludzką  w obliczu współczesnej cywilizacji. Pisarz poszukuje zachowań charakterystycznych, typowych dla całej działalności człowieka. Bardijewski chce być w swojej twórczości moralistą.
Po raz pierwszy - na tle jego dotychczasowej działalności literackiej - pojawiły się w omawianej książce opowiadania psychologiczne. Autor ujawnił tu niespodziewane umiejętności wnikliwej analizy psychiki ludzkiej. Okazał się bystrym obserwatorem zachowań i odruchów człowieka. Znajdziemy w nich refleksje nad nieuniknionym przemijaniem czasu, odwiecznymi problemami starości i śmierci. Bardijewski pozostaje tu prawdziwy w swych psychologicznych spostrzeżeniach.

Literatura 23. 03. 1978



.......................................................................................................................................................................




BAŚŃ  O  LATAJĄCYM  DYWANIE

Ewa Gruda
JAKA  JESTEŚ, KSIĄŻKO  ROKU 2006?


Wydarzeniem jest niewątpliwie  „Baśń o latającym dywanie” Henryka Bardijewskiego - znanego dramaturga i prozaika. Nieczęsto pisującego dla najmłodszych. Ta współczesna baśń literacka, ciekawie skomponowana i pełna finezyjnego humoru, ucieszy dzieci i dorosłych. Odwołanie się do uniwersalnych motywów baśniowych pomogło autorowi stworzyć dystans wobec przedstawionej historii i skierować uwagę czytelnika na zawarte w niej aktualne treści - krytykę życia „obok” oraz zachętę do wspólnego działania i do otwarcia na potrzeby innych ludzi. „Baśń o latającym dywanie” to również błyskotliwa zabawa słowem i znakomite wprowadzenie do poznania takich środków literackiego wyrazu, jak groteska i satyra. Książka ciekawa edytorsko - raduje oczy niezrównanym opracowaniem graficznym mistrza Butenki.

 Guliwer 2007 nr. 1

.......................................................................................................................................................................
   
Katarzyna Kotowska
DO PODUSZKI  DLA MAŁYCH  I  DUŻYCH


Nominowana do nagrody  Książka Roku 2006 w konkursie IBBY „Baśń o latającym dywanie” w opracowaniu graficznym Bohdana Butenki, który rewelacyjnie komentuje tekst  Bardijewskiego, jest książką  przede wszystkim niesłychanie śmieszną. To humor najwyższej próby, który rozbawi dzieci, a jeszcze w większym stopniu dorosłych, co nieczęsto się zdarza w trakcie czytania najmłodszym. Bardijewski przezabawnie przedstawia skomplikowane stosunki rodzinno - towarzyskie na skłóconym dworze księcia Miraża. Oczywiście wszyscy znamy podobne teściowe, zaufanych przyjaciół domu, czy nieznośne dzieci , ale chyba nie umiemy patrzeć na nich tak, jak proponuje Bardijewski - z wyrozumiałym humorem, godnym mędrca. Receptę na uzdrowienie zwaśnionych przywozi przybysz z Dywanii, krainy zgody i latających dywanów.
Gorąco polecam tę książkę jako lekturę na koniec dnia - mądra, ciepła, zabawna, napisana bogatą polszczyzną, zachęcająca do przedsennego fantazjowania i znakomicie relaksująca, co z pewnością docenią ci, którzy będą ją czytać na głos. Według Bardijewskiego nie tak trudno być  szczęśliwym - czyż to nie piękna myśl do poduszki?

Nowe Książki 2007/2
......................................................................................................................................................................

Dorota Koman
„BAŚŃ  O  LATAJĄCYM  DYWANIE


Polecam Państwu książeczkę mistrza słowa, absurdu, dowcipu i ironii Henryka Bardijewskiego, znanego autora słuchowisk, dramatów i opowiadań, której szatę graficzną stworzył drugi mistrz - niejednemu czytelnikowi nieodłącznie kojarzący się z lekturami z dzieciństwa - Bohdan Butenko.
„Baśń o latającym dywanie” to pełna ciepłego humoru opowieść dla małych i dużych o tym, jak to dywanoauta Ariusz pogodził zwaśnione królestwo Księcia Miraża. Bowiem to, czy nasz czarodziejski dywan uda się utkać, ale i to, czy zechce on odlecieć w przestworza , zależy od zgody w naszej rodzinie. Dlatego pełen pretensji Książę Miraż będzie  musiał pogodzić się z najbliższymi ( nawet z Księżną - Teściową). I nie pomogą żadne fortele, bo trzeba będzie wziąć się do roboty, zapominając o konfliktach  i urazach. Inaczej dywan nie odleci, a sąsiednie szczęśliwe królestwa pozostaną nieznane. A przecież „wszyscy w królestwie powinni mieć szczęście wpisane nie tylko w prawach, ale i w obowiązkach” - pisze mistrz Bardijewski.
Osobną lekturę stanowić będą zapewne świetne rysunkowe żarty autorstwa mistrza Butenki.
To prawdziwie mistrzowska książka - również w swej typografii, bowiem właściwie każda literka bierze udział w akcji! A że dobra książka dla dzieci to ta, która nie nudzi również dorosłych - mogę więc polecić ją - z radością i czystym sumieniem - dzieciom od 5 do 100 lat !!! W końcu każdemu z nas przyda się taki latający dywan do krainy szczęśliwości.

Radio 15.11.2006

......................................................................................................................................................................


Justyna Łabądź
BAŚŃ  O  LATAJĄCYM  DYWANIE


Baśń o latającym dywanie została wydana w 2006 roku przez Agencję Edytorską „Ezop”. (...) Jest zilustrowana niezwykle oryginalnymi i zabawnymi rysunkami Bohdana Butenki, ilustratora tworzącego od 1956 roku, laureata wielu nagród. W 2006 roku również sama książka Bardijewskiego była nominowana do nagrody „Książka Roku 2006” przez polską sekcję IBBY – Stowarzyszenia Przyjaciół Książki dla Młodych.
Autor opowiada w niej historię księstwa, w którym panuje dosyć przerysowana, wyolbrzymiona niezgoda,
którą możemy jednak odnieść do wydarzeń odbywających się w naszej rzeczywistości. Książę Miraż kłóci się nieustannie ze swoją księżną-teściową Sylwią, ona zaś, obrażając się, postanawia nie rozmawiać z nikim na dworze.

Ich konflikt wpisuje się więc we współczesne stereotypowe postrzeganie relacji, jakie zachodzą pomiędzy zięciem a teściową, a których dziecko często jest świadkiem. Żona księcia – Wanda, przedstawiona jest jako postać, o której nie wiadomo zbyt wiele, ponieważ przebywa za granicą i do końca opowieści nie pojawia się na dworze. Rozbite małżeństwo – sytuacja, gdy jeden z rodziców pracuje w innym kraju – coraz częściej jest problemem przeżywanym również przez najmłodszych. Paradoksalnie jednak, pomimo tych licznych konfliktów między członkami rodziny, najszczęśliwszym z tego grona wydaje się być młody następca tronu – Teo, który biega wesoło po zamku. Przypomina jedynie swojemu ojcu, że ma „pretensje do tronu”, na którym chciałby czasami posiedzieć – pretensje te symbolizują zapewne chęć zwrócenia uwagi ojca na syna, jego pragnienie znalezienia się czasami w centrum zainteresowania całej rodziny. Oprócz postaci z rodu książęcego
w bajce pojawiają się dworzanie, jednak równie ważni: Totum doradca, pierwszy i jedyny minister księcia Miraża – „osoba w księstwie odpowiedzialna za wszystko”, a także dama dworu Roma, zachowująca się tak, jakby należała do rodziny – stara panna marząca o kocie i mężu. Wszystkich ich nękają problemy znane w rzeczywistym świecie, odarte z bajkowości i niesamowitości. Totum żali się, że dostał już wszystkie możliwe medale, ale pensję ma niską i nie jest płacona regularnie. Roma z kolei stale rozgląda się za kimś płci przeciwnej, ale szczęścia w miłości nie znajduje. Stereotypowo, jak na starą pannę przystało, twierdzi, że posiadanie kota wynagrodziłoby jej te niepowodzenia.

Przez tę niezgodę i niezadowolenie wszystkich obywateli, księstwo Miraża zostaje wystawione również na niebezpieczeństwo ze strony wroga. Zepsuty od dawna most zwodzony nie może być naprawiony, ponieważ wszyscy fachowcy są ze sobą skłóceni. Momentem wyjściowym bajki jest więc przedstawiona przez Włodzimierza Proppa w Morfologii bajki sytuacja braku, która powoduje próbę poszukiwania danego elementu, uzupełnienia luki. Brakiem w Baśni o latającym dywanie jest zarówno brak możliwości wciągnięcia mostu zwodzonego, stracenie przez jego zepsucie poczucia bezpieczeństwa, ale również ogólny brak zgody panujący
w księstwie. „Zgoda buduje, niezgoda rujnuje” – prawdę tego przysłowia uzmysławia bohater pojawiający się
z zupełnie innej części świata, nie będący częścią tego konfliktu, żyjący w kraju, gdzie panuje zgoda i szczęście.

Propp dokonując swoich badań na stu bajkach i baśniach rosyjskich zauważył, że jeśli opowiadanie zaczyna się od braku, w narracji pojawi się na pewno osoba, która będzie albo poszukiwaczem, albo wyprawiającym.
W bajce Bardijewskiego wyprawiającym, zauważającym brak i aktywizującym mieszkańców w celu jego niwelacji, staje się Dywanonauta – Ariusz. Przylatuje on na dywanie do zamku księcia Miraża z kraju nazywanego Dywanią.

W bajce o księstwie Miraża autor stosuje język prosty, zabawny, przypominający niekiedy gawędę. Z tego też wynika narracja i dialogi, które prowadzone są za pomocą mowy zależnej. Językowi używanemu do opisu akcji bliżej jest do mowy, dlatego książka w świetny sposób nadaje się do głośnego czytania np. dzieciom przez rodziców. W książce pojawiają się również liczne neologizmy wynikające z obserwacji współczesnego świata np. na dywanie w bajce Bardijewskiego lata nie orientalny książę znany z Baśni tysiąca i jednej nocy,
ale Dywanonauta, nawiązujący do astronauty i zajęcia, którym człowiek zajmuje się dopiero od 50 lat.
Autor tworzy również często nowe zbitki językowe, bazując na skojarzeniowej warstwie brzmieniowej słów, jednak zwykle niosą one dodatkowe, ukryte znaczenia. Książka napisana jest z właściwym pisarzowi humorem, czasami dość absurdalnym, wykorzystującym dwuznaczność słów i pewnych określeń. Na przykład powodem obrażenia się Teo na swojego ojca jest wcześniej wspomniany tron. Książę pytając się Totuma, o co młodemu następcy poszło tym razem, usłyszał od niego:

 – O tron, panie. Panicz Teo chce mieć dostęp do tronu nie tylko wczesnym rankiem, lecz także w godzinach szczytu.
– A cóż on chce od tronu?
– Posiedzieć, panie.


Grę opartą na słowie możemy również odnaleźć w relacji Ariusza, który powrócił
z przelotu nad zamkiem. Książę dowiaduje się od niego, że zamek jest okrążony:

– Co takiego!? – krzyknął książę. Kto nas śmiał okrążyć!?
Okazało się, że śmiałkiem był rycerz, który trzy razy okrążył zamek, nie żałując czasu i konia.


Ariusz, niczym lekarz patrzący obiektywnym okiem na chorobę, przepisuje receptę księstwu, która pomoże mu osiągnąć wewnętrzny pokój i zgodę. Ratunkiem dla zamku króla Miraża ma być wspólne utkanie przez mieszkańców dywanu, który tylko podczas zgody stanie się magicznym i również pozwoli im latać. Uszyty w ten sposób dywan-makatka (nikt na dworze nie potrafi tkać, dlatego dywan zostaje pozszywany ze skrawków materiałów), staje się latającym dywanem. Już w trakcie zszywania zaczynają się łagodzić konflikty, a czynność zakończona zostaje wspólnym, symbolicznym śpiewem. Tym samym dywan staje się magicznym środkiem, którego odkrycie, ukradzenie czy też stworzenie często staje się punktem zwrotnym w wielu bajkach.
W przypadku bajki Bardijewskiego przedmiot ten początkowo zostaje ukradziony Ariuszowi, jednak szybko okazuje się, że magiczna moc tkwi nie w samym dywanie, ale w tym, kto z niego korzysta. Przepis na zrobienie własnego dywanu zostaje wskazany przez przybysza z zewnątrz, polecony przez niego jako środek magiczny na rozwiązanie dotychczasowych problemów. Bohaterowie, zarówno dwór, jak i poddani, niegdyś skłóceni, wystawieni przez „wojnę domową” na niebezpieczeństwa płynące z zewnątrz, zaczynają czuć się szczęśliwymi z dywanem, który powstał przy ich wspólnym wysiłku i – jak podkreśla narrator – szczęście to nie jest zależne od innych aspektów życia społecznego.

Tak wyglądały sprawy ze szczęściem – znacznie lepiej niż z czym innym, z gospodarką,
z oświatą, z kulturą, czy urodzajem na przykład. Tylko z komunikacją się poprawiło, bo wcześniej nie było żadnej, a teraz każdy wsiadał na dywan i leciał, dokąd chciał i kiedy chciał. Niebo pociemniało od dywanów, a w nocy zdarzały się wypadki, bo dywany były nieoświetlone i wpadały na siebie. Ale to nie było najgorsze.


Bajka o latającym dywanie jest na wskroś współczesną bajką. Traktuje o niebezpieczeństwie gromadzenia dóbr, niepohamowanej konsumpcji i braku respektu dla sił natury. Zjawiska te mogą być szkodliwe zarówno dla środowiska, w którym żyje człowiek, jak i relacji pomiędzy ludźmi. Kiedy każdy z mieszkańców zaczyna posiadać swój latający dywan i przemieszczać się za pomocą niego, księstwo staje się coraz szczęśliwsze.
Ale jak to bywa w opowieściach Bardijewskiego, nie wszystkie kończą się szczęśliwie, a ich zakończenie pokazuje, że świat nie jest taki prosty.
U pisarza nadmiar tego „latającego szczęścia” zaczyna przesłaniać niebo, do mieszkańców nie dociera słońce,
do ziemi nie dolatuje deszcz. Zbyt duża ilość dywanów naruszyła prawa przyrody. Dywany w bajce zdają się być magicznymi odpowiednikami naszych prywatnych środków lokomocji – samochodów, które od swoich początków były przedmiotem pożądania. Według najnowszych statystyk z 2011 roku, w samej Polsce na dwóch rodaków przypada jeden samochód. Fakt ten również zdaje się być naruszeniem pewnych praw, chociażby ekonomicznych, biorąc pod uwagę, że większość samochodów przeznaczonych jest do użytkowania nie dla jednej, ale większej liczby osób. W naszej rzeczywistości nikt już nie wątpi w to, że spaliny produkowane przez te środki lokomocji powodują fatalne w skutkach zmiany w środowisku, tak jak stało się w Baśni o latającym dywanie. Książę Miraż wpada na pomysł ograniczenia prywatnych lotów do jednego razu w tygodniu na osobę. Ograniczenia te jednak wprowadzają duże zmiany w strukturze mieszkańców.

W krótkim czasie [ludność - przyp. J.Ł.] zaczęła się dzielić na warstwy, grupy, podgrupy,
a nawet na podwarstwy! I tak pojawili się w księstwie poddani szczęśliwi niezadowoleni, poddani szczęśliwi zadowoleni, nieszczęśliwi niezadowoleni i nieszczęśliwi zadowoleni. A oprócz tego byli jeszcze wyłącznie szczęśliwi, wyłącznie zadowoleni, wyłącznie nieszczęśliwi i wyłącznie niezadowoleni. A wszystko przez latające dywany!


W powyższym fragmencie zarysowana została socjologiczna analiza społeczeństwa po wprowadzonych zmianach (choć w dobrym celu) przez monarchę-dyktatora, jednak trafiających w wolność dokonywania wyboru co do gromadzenia i wykorzystywania dóbr. Podział społeczeństwa jest nieunikniony i nieodwracalny, ponieważ nie da się wrócić do czasów sprzed postępu, w którym mieszkańcy żyli
z nieświadomością luksusu, jakim były latające dywany.

Zakończenia Baśni o latającym dywanie nie można nazwać jednoznacznie szczęśliwym. Nadmiar szczęścia materialnego zaburzył równowagę w naturze i księstwie. Próba naprawy tejże spowodowała podział społeczeństwa. Ostatecznie dywany zostały wysłane razem z ptakami do ciepłych krajów. Król wpadł nawet na pomysł, żeby wysłać z nimi niezadowolonych, ale dochodzi do wniosku, że „pewnie nie zechcą, bo gdzież im będzie tak dobrze jak u nas?”. Bardijewski przekazuje młodemu czytelnikowi poprzez tę bajkę informację trudną, ale prawdziwą – świat, w którym wszyscy są zadowoleni, nie jest możliwy, ponieważ każdy jest inny i czego innego oczekuje od życia. Dziecko dzięki Bajce o latającym dywanie może nauczyć się, że dochodzenie do porozumienia w społeczności jest trudną sprawą, w której często trzeba iść na kompromis. Bez trudu wychwyci jednak, że warto dążyć do ideału obywatela, jakim jest „szczęśliwy zadowolony”.

Fragment pracy magisterskiej: „Monografia twórczości Henryka Bardijewskiego” (Promotor: Prof. hab. Anna Węgrzyniak), Akademia Techniczno-Humanistyczna w Bielsku-Białej (2012)

.......................................................................................................................................................................

 


BAJKA  NA  BIEGUNACH

Małgorzata Kąkiel
PASTELOWE  BAJKI


„Bajka na biegunach” ma formę przypowieści i utrzymana jest w pastelowej tonacji - tak w sferze plastyki, jak i w sposobie ujęcia problemów. Jedną z bohaterek jest ciotka Bajka, która wraz z dziadkiem Kornelem mieszka u stóp Szklanej Góry. Jak w każdej baśni występuje tu motyw  walki dobra ze złem, tyle że starcie zostało pozbawione ostrza pryncypialności. Autor  dowcipnie żongluje baśniowymi schematami. „Żongluje”, bo mamy tu mistrzowsko dopracowaną zabawę.
Wyprawę na szczyt góry podejmują dwie pary chłopców. Jedni chcą dotrzeć do skarbca, drudzy zamierzają obejrzeć prastare rysunki naskalne. Pierwsza para wybiera krótszą drogę przez Biegun Zła, druga - idzie dłuższą trasą przez Biegun Dobra. Finał już przewidujemy, ale trochę się mylimy, ponieważ nie ma tu kary dla złych, bo źli to tylko gorsi, którzy swoją wędrówką doprowadzili do ewolucji Bieguna Zła w Biegun Mniejszego Zła. A kiedy pokonani będą chcieli bezpiecznie wrócić, przejdą przez Przełęcz Jeszcze Mniejszego Zła. Obserwatorami, komentatorami i częściowo uczestnikami wyprawy czterech chłopców są: Biegunowy, Szklarz - Książe, Pani Pogoda, Strażnik. Natomiast przewodnikiem po książce jest narrator dbający o obranie bezpiecznego kierunku i tempa czytania: „Nie można stale skakać po górach, zejdźmy, moi drodzy na dół, do chatki, gdzie zostawiliśmy ciotkę Bajkę i dziadka Kornela”. Wyprawa po rejonach bajek jest u Henryka Bardijewskiego dowcipna, miła i pouczająca.

Nowe Książki 2008/7


........................................................................................................................................................................     

Monika Rituk
W SERCU  SZKLANEJ  GÓRY


„Świat bajek jest ogromny” - twierdzą bohaterowie książki „Bajka na biegunach” Henryka Bardijewskiego.
Sam autor także swoim dziełem do tego przekonuje. Bo „Bajka na biegunach” urzeka siłą kreacji. Świat przedstawiony nie przypomina żadnej ze znanych baśniowych krain, tu mamy do czynienia z uwspółcześnioną rzeczywistością: szklana góra przyciąga zapalonych alpinistów. Na jej szczyt dostać się można dwoma szlakami   - jeden prowadzi przez Biegun Zła - to krótsza droga, lecz pojawia się na niej więcej pułapek. Przy drugim szlaku jest umieszczony Biegun Dobra tu przeprawa jest nieco trudniejsza.
Ze szklaną górą chcą się zmierzyć dwie ekipy. Pierwsza to dwóch chłopaków, którzy nie lubią się przemęczać, druga to dwaj przyjaciele kierujący się w życiu dobrem. Która para zrealizuje swoje marzenia? Czy warto kierować się szczerością i prawdą? Podczas wyprawy bohaterowie będą mieli szansę poznać siebie i tajemnice egzystencji. W „Bajce na biegunach Bardijewski zajmuje się również odkrywaniem istoty szczęścia - w końcu na szklanej górze istnieje trzeci biegun. Biegun Szczęścia.
W tej historii poza zwyczajnymi postaciami występują również bohaterowie z baśniowego świata. Szklarz opiekujący się Szklaną Górą może okazać się księciem - bo w bajkach wszystko jest dozwolone. Poczucie humoru Bardijewskiego ujawnia się we wprowadzeniu do akcji Pani Pogody - kapryśnej i zmiennej kobiety, której emocje ujawniają się w wyładowaniach atmosferycznych.
Trzeba też podkreślić, że jest „ Bajka na biegunach” opowiastką dotykającą problemu dobra i sensu istnienia zła. Bohaterowie przez trudy wyprawy odkrywają ważne dla dziecka przesłania. I  choć autor nie prowadzi moralizujących wywodów, same wydarzenia z „Bajki na biegunach”  mają przekonać czytelników, że dobro zawsze się opłaca, a zło warto redukować i usuwać ze swojego zachowania. Wszystko więc odbywa się jak w klasycznej baśni.
Utwór Bardijewskiego napisany jest językiem, który nie rozprasza uwagi czytelnika;  czarować odbiorców ma atmosfera wykreowanego świata wokół Szklanej Góry - roztaczane przez autora wizje i „szklane” krajobrazy. Nierealizm bajki przyjmie mały odbiorca najzupełniej naturalnie.
„Bajka na biegunach” to jedna z baśniowych opowieści z drugim dnem, jest przesłaniem zawartym w zwyczajnych z pozoru wydarzeniach z fantastycznej krainy. Pomysłowość Bardijewskiego pozwala nacieszyć się lekturą.

„Guliwer” 2008/1


.......................................................................................................................................................................
Justyna Łabądź
ETYCZNA ROZPRAWA W „BAJCE NA BIEGUNACH

Następną chronologicznie propozycją Bardijewskiego, skierowaną do nieco starszych dzieci, jest Bajka na biegunach wydana w 2008 roku. Autor bawi się w książce schematami baśni, która już samym tytułem budzi skojarzenia z fotelem na biegunach i zasiadającymi w nim dziadkami, którzy opowiadają fantastyczne historie. W przypadku tej opowieści „właścicielami” bajki okazują się być bohaterowie: ciotka (nomen omen) Bajka
i dziadek Kornel, którzy mieszkają u stóp Szklanej Góry – miejsca owianego legendą zamku stojącego niegdyś na szczycie, a który zapadł się pod własnym ciężarem. Według niej zamek mieści się obecnie gdzieś we wnętrzu góry, kryjąc wspaniałe skarby. W ekspedycję wyruszają dwie pary chłopców. Pierwsi z materialistycznymi zamiarami – Trop i Ciężki – chcą dotrzeć do skarbów, które uda im się spieniężyć. Drudzy – Jacek i Bartek – nie wiedzą nic o skarbach, za to marzą o odkryciu pradawnych malowideł naskalnych, które prawdopodobnie znajdują się we wnętrzu góry.

Ta typowa opozycja dobrych i złych bohaterów zostaje spotęgowana poprzez wprowadzenie szlaku wybieranego przez chłopców w drodze na szczyt. Pazerni podążają szarym szlakiem – drogą krótszą nazywaną Biegunem Zła. Z kolei dobrzy chłopcy, biorący udział w naukowej wyprawie, wybierają dłuższą drogę, niebieski szlak nazywany Biegunem Dobra. W drodze na górę obie pary chłopców spotykają tych samych opiekunów Szklanej Góry: Szklarza, który wymienia mętne, nadkruszone fragmenty góry i zajmuje się jej konserwacją, Biegunowego pobierającego opłaty za postój na biegunie, Strażnika oraz spersonifikowaną Pogodę, od której humoru zależą warunki atmosferyczne. Wszyscy oni stanowią magicznych pomocników głównych bohaterów, którzy ułatwiają Jackowi i Bartkowi osiągnąć cel. Dobrzy bohaterowie zostali nazwani imionami pospolitymi,
co jest stosunkowo częstym zabiegiem stosowanym w bajkach. Takie imienne uproszczenie, wskazujące jedynie na płeć postaci, pozwala dziecku łatwiej utożsamić się z konkretnym bohaterem, choć nie powinno ono w tym przypadku sugerować, że jedynie chłopcy mogą czytać Bajkę na biegunach.

Jak wiadomo – los w bajkach lubi płatać figle, a z pewnością utrudnia dotarcie do celu tym, którzy chcą go osiągnąć w szybszy, łatwiejszy sposób. Dobrzy chłopcy, dzięki życzliwości strażników góry, trafiają do wnętrza skarbca, ale nie mają ochoty zabierać stamtąd żadnego złota ani srebra, ponieważ interesują ich jedynie malowidła jaskiniowe. Źli chłopcy dochodzą jedynie do Kryształowej Groty, w której mieszczą się te skarby dawnej sztuki. Podczas spotkania tych dwóch par chłopców, dochodzi do konfrontacji ich sprzecznych celów. Dobrzy chłopcy mają w końcu szansę ziścić swoje marzenie i nie przejmując się brakiem wyjścia z groty, dokumentują fotograficznie naskalne rysunki oraz kopiują lwy, bizony i słonie.

Zdobywanie góry jest motywem wykorzystywanym w literaturze od bardzo dawna. Jest symbolem zmagania się z problemami, pokusami. Sama góra od zawsze była darzona specjalnym szacunkiem, często traktowana jako miejsce święte, w którym następuje zbliżenie z Bogiem i poznaniem prawdy. Z jej niedosiężnym szczytem wiąże się również tajemnica. Funkcję sakralną góry podkreśla Mircea Eliade w Traktacie o historii religii:

Góra jest najbliższa nieba i ten fakt nadaje jej podwójną sakralność: z jednej strony góra partycypuje w przestrzennej symbolice transcendencji (‘wysokie’, ‘pionowe’, ‘najwyższe’ itp.), a z drugiej strony jest ona obszarem zastrzeżonym dla hierofanii atmosferycznych i wobec tego jest siedzibą bogów. (…) Niezliczone są symboliczne i religijne wartościowania gór. Często uważa się górę za punkt styku nieba z ziemią, a więc „środek”, przez który przechodzi oś świata, za obszar przepojony sacrum, za miejsce, w którym można przejść z jednego szczebla kosmicznego do drugiego.

U Bardijewskiego Szklana Góra stanowi oś dla dwóch biegunów, zaś na jej szczycie mieści się to, co transcendentne, niemożliwe do pojęcia ludzkim rozumem nastawionym na materialność. Motyw wędrówki po górze, na wzór mitu wstępowania i przekraczania ludzkiego sposobu bytowania, został z kolei wykorzystany jako symbol dążenia do spełniania marzeń, odnalezienia głębszego sensu, które na szczycie góry stanowią pewnego rodzaju sacrum. Okazuje się jednak, że marzenia te podlegają wartościowaniu, a właściwie nie wszystkie zasługują na ich miano, jak to się dzieje w przypadku dwóch pazernych bohaterów bajki.
Biegunowy tłumaczy im, w jaki sposób powinni dopinać swych celów i w jaki sposób je dobierać:

 – Rzeczy osobiste – odparł Trop.
Ale Biegunowy uparł się, żeby je obejrzeć. I obejrzał: szpadel, motykę, oskard, nawet siekierkę.
Rzeczy osobiste! Ładne rzeczy…
– Wybieracie się na Szklaną Górę z takimi ostrymi narzędziami? Nie ma mowy! Po co wam tyle żelastwa?
– Potrzebne do spełniania marzeń, proszę pana.
– Marzeń nie wykluwa się żelazem, panowie. To, co wam się roi w waszych głowach, to nie są marzenia. To zaledwie zachcianki. W dodatku niemądre.


Wejście na Szklaną Górę ma dla obu par bohaterów charakter inicjacyjny. Podczas wędrówki są poddawani licznym próbom, muszą dokonywać wyborów o naturze moralnej, choć niezaznaczonej dosłownie. Każda postać spotykana w trakcie wspinaczki stanowi pewien etap tej inicjacji, który zostaje „zaliczony” bądź nie.
W przypadku bohaterów Ciężkiego i Tropa można przewidywać, że ich wyprawa od samego początku jest skazana na niepowodzenie, ponieważ kierują się złymi zamiarami. Chłopcy ci wędrują Biegunem Zła, czyli „schodzą na złą drogę”. Ich celem jest, jakże współcześnie znana, pogoń za pieniądzem i wartościami materialnymi.

Los z kolei pomaga Jackowi i Bartkowi, którzy marzą o duchowym wzbogaceniu swojej osobowości i podzieleniu się swoimi odkryciami z innymi. Oni, dzięki dążeniom z pobudek duchowych, dostępują hierofanii widząc skarby prastarej sztuki w grocie na szczycie góry. Bardijewski zwraca w tym miejscu uwagę młodego czytelnika na poszanowanie dla przeszłości i kultury naszych praprzodków. Choć symbolika i jej magiczne użycie zawsze pozostanie w sferze domysłów ludzkich, zgłębianie wiedzy na jej temat może pomóc w zrozumieniu tożsamości człowieka. Góra pozwala bohaterom poznać siebie samego – dobrych umacnia w ich właściwych zachowaniach, złym daje nauczkę i stara się naprawić. W górze można się przejrzeć jak w lustrze, o czym mówi Szklarz chciwym chłopcom:

(…) góra ta wymaga, proszę was, wielkiej delikatności. Trzeba po niej stąpać ostrożnie, leciutko. Tam wyżej szklany śnieg przechodzi w lite szkło, w kryształ, a gdzieniegdzie przeziera zwierciadło!
W tej górze, proszę ja was, człowiek się przegląda.


Bajka na biegunach porusza tematy, które mogą być trudnymi do zrozumienia,
a nawet do zaakceptowania przez młodego czytelnika. To, że istnieje zło i dobro jest informacją przekazywaną przez wszystkie bajki i baśnie. Bajka Bardijewskiego wybiega znacznie dalej, bowiem dziecko dowiaduje się, że zło jest potrzebne. Na pytanie zadane przez Strażnika o sens istnienia zła odpowiada Biegunowy:

(…) Czy kolega zastanowił się, jak by wyglądało dobro bez zła? Bledziutko by wyglądało! Mizernie. Po czym byśmy je poznawali? Czym by się wyróżniało? To jest tak, jak z blaskiem i cieniem. Blaskowi potrzebny jest cień, bez niego nikt blasku nie nazwie blaskiem.

Biegunowy przekazuje w ten sposób najprostsze wyjaśnienie istnienia zła – gdyby nie istniało, dobro byłoby niezauważalne. Pisarz wkracza swoją bajką w jeszcze jeden obszar. Poprzez przedstawione wydarzenia porusza etyczne zagadnienie mniejszego zła. Mianowicie, Biegun Zła, jak zauważa Strażnik, zaczyna przybliżać się do Bieguna Dobra, stając się tym samym Biegunem Mniejszego Zła. A kiedy pokonani Ciężki i Trop zechcą bez skarbów bezpiecznie wrócić, przejdą przez Przełęcz Jeszcze Mniejszego Zła. Pojawiający się w bajce Biegun Mniejszego Zła może być spowodowany większym oddziaływaniem Bieguna Dobra i umniejszaniem proporcji pojawiającego się zła w świecie przedstawionym. Możemy również zrozumieć, że istnienie mniejszego zła, może prowadzić do dobra, ponieważ Biegun Zła w miarę oddalania się chłopców od góry zaczyna zanikać. Biegunowy zapytany podchwytliwie przez Szklarza, czy drugi z biegunów zamieni się w Biegun Mniejszego Dobra, odpowiada: „Wykluczone! Biegun Dobra jest niezmienny”. Jednocześnie nawet taki specjalista od biegunów jak Biegunowy, zostaje uświadomiony o istnieniu jeszcze jednego bieguna:

– A tak – rzekł Szklarz-Książę. – Jest jeszcze, proszę was, Biegun Szczęścia. Nikt go dotąd nie usytuował, chociaż niejeden człowiek był już bardzo blisko. Może ten Biegun jest ruchomy, a może nieruchomy, nikt nie wie. To Biegun prawdziwie magiczny – i magnetyczny. Wszyscy czują jego przyciąganie, ale nikt nie zna jego natury. Pewnie bywa i tak, że człowiek stoi na tym Biegunie i wcale o tym nie wie. To bardzo delikatny Biegun. Podobno nie znajduje się w ziemi, lecz półtora metra nad ziemią, na wysokości ludzkiego serca.

Wprowadzając taką ilość biegunów pisarz narusza nasze stereotypowe myślenie o nich, sygnalizując względność zarówno w prawach etycznych, jak i geograficznych przesunięciach. Autor wprowadza pewnego rodzaju grę skojarzeniową opartą na biegunach magnetycznych, pozwalającą mu wytłumaczyć istotę kolejnego bieguna, którego istnienie jest chyba najbardziej problematyczne. W ten sposób do ważkich tematów poruszanych przez książkę Bardijewskiego dołącza zagadnienie szczęścia. Wprowadza ona młodego czytelnika w trudną do zdefiniowania naturę szczęścia, które pomimo częstego towarzyszenia człowiekowi, może nie być przez niego zauważane. Ta aporia, niemożność zdefiniowania tego pojęcia nawet przez dorosłego czytelnika, powinna jednak popychać młodego czytelnika do szukania odpowiedzi na własną rękę.

Henryk Bardijewski skonstruował Bajkę na biegunach niczym przypowieść, której początkowym celem jest uświadomienie dziecku jasnego podziału na zło i dobro. W miarę rozwoju akcji sytuacja ta będzie się komplikować, ujawniając tym samym niejednoznaczność wydarzeń. Utwór ten, choć może być trudny w odbiorze, powinien zostać potraktowany jako źródło wielu nauk etycznych, pomagające czytelnikowi uporać się z codziennymi problemami. Pisarz komplikując narrację uzmysławia czytelnikowi złożoność zachowań ludzkich i tym samym pozwala mu zrozumieć lepiej samego siebie.


Fragment pracy magisterskiej: „Monografia twórczości Henryka Bardijewskiego”
(Promotor: Prof. hab. Anna Węgrzyniak), Akademia Techniczno-Humanistyczna w Bielsku-Białej (2012)

.......................................................................................................................................................................


 


WYPRAWA  DO   KRAJU  KSIĘCIA  MARGINAŁA

Danuta Świerczyńska - Jelonek
LITERATURA  Z WYOBRAŹNIĄ

(...) Te trzy książki wiele łączy - nie tylko nazwiska autorów. Także - zabawne teksty, interesujące fabuły, pełne zaskoczeń, absurdalnych zdarzeń i zwrotów akcji, dowcipne i precyzyjne dialogi. Młodzi, sympatyczni bohaterowie są ciekawi świata, codziennie go odkrywają, a kiedy rzeczywistość stawia opór, potrafią skorzystać z własnej fantazji i dziecięcego sprytu.
„Wyprawę do kraju księcia Marginała” odnieść można do tradycji Macieja Wojtyszki. Plan realistyczny opowieści Henryka Bardijewskiego przenika do fantastycznego, jednak postaci z tych różnych światów zachowują swoje dotychczasowe tożsamości. A całe zamieszanie w kraju księcia Marginała wywołało szkolne zdarzenie: nagłe zastępstwo za chorego nauczyciela geografii. W klasie Wojtka i Kuby takie nieplanowane lekcje bywają niezwykłe wtedy, gdy przychodzi na nie pan woźny, znakomity gawędziarz. Na tej lekcji geografii opowiada o krainie „gdzie wszyscy żyją na marginesie wydarzeń, nawet same wydarzenia są marginesowe”, równie ważne i nieważne. W tym przedziwnym księstwie, gdzie wszystko jest po bokach, a na środku, w centrum nie ma nic, rządzi Marginał, władca despotyczny. „Bajka ogarnęła całą klasę” i porwała chłopców. Trafili oni do dziwnego, nieco groteskowego kraju. Tu dorośli czytelnicy znajdą nuty polityczne i społeczne skądinąd dobrze znane. W państwie Marginała wychodzi jedna gazeta, marginesowe szkolnictwo obejmuje tylko przedszkola, miejscowe muzeum wypełnione jest muzealnym powietrzem, a wszystkie dzieła sztuki zgromadzono na zamku. Skandaliczne napisy „Więcej środka!” na murach zamku szczerze oburzają władcę. Jest on bowiem przekonany, że jego kraj jest najszczęśliwszy na świecie, przecież tu wszystko jest najlepsze, wspaniałe, marginesowe. I nawet margi, moneta księstwa, są najznakomitsze; banknoty mają przecież najszersze marginesy. Sam książę chętnie najechałby sąsiadów: wszak „nasz margines” zawsze warto powiększyć.
„Wyprawa do kraju księcia Marginała” to świetna rzecz  już dla trzecio i czwartoklasistów.  Za cenne doświadczenie dziecięcej lektury uznaję dowcip słowa i gry językowe wpisane w ten tekst. Czarno-biała grafika Daniela de Latour, rysunki zabawne, pełne dynamizmu, podkreślają groteskowość utworu.

Nowe Książki 2009/8

.......................................................................................................................................................................

Justyna Łabądź
PRZEKRACZANIE GRANIC W WYPRAWIE DO KRAJU KSIĘCIA MARGINAŁA

Najnowszą książką, napisaną przez Henryka Bardijewskiego z myślą o młodym czytelniku, jest Wyprawa do kraju księcia Marginała wydana w 2009 roku. Książka ta odniosła znaczący sukces, ponieważ autor otrzymał za nią Nagrodę Literacką im. Władysława Reymonta w kategorii Książka Roku 2009 i jest ona pierwszą książką z literatury dziecięcej, której została przyznana ta nagroda.

To, co na samym początku przykuwa uwagę osoby stykającej się z książką, to jej niepowtarzalna oprawa graficzna. Książka została zilustrowana przez Daniela de Latour: „Czarno-biała grafika, rysunki zabawne, pełne dynamizmu, podkreślają groteskowość utworu, idą w kierunku satyry. Jedne to proste schematy postaci czy przedmiotów, inne – absurdalnie i gęsto zarysowane”. Jego charakterystyczny sposób obrazowania wydaje się być idealnym połączeniem z opowieścią Bardijewskiego, który tak samo jak artysta tworzy groteskowe sceny
i wyolbrzymia cechy poszczególnych bohaterów.

W Wyprawie do kraju księcia Marginała plan realistyczny codziennych zajęć w szkole przenika do planu fantastycznego, którym, tak samo jak w przypadku Baśni o latającym dywanie, jest istnienie niesamowitego księstwa, które wymaga naprawy spowodowanej niezadowoleniem poddanych. W księstwie Margalii panuje książę Marginał z księżną Marginą i księżniczką Marginałką, i wszystko, jak już zapowiadają imiona bohaterów, jest marginesowe. „W dziwnym księstwie, w którym wszystko jest po bokach, a nic na środku” – w sali tronowej również jej główny element stoi nie pośrodku, lecz z boku. W gazecie wydawanej w księstwie wszystko umieszczone jest na marginesie, szkolnictwo też jest marginesowe. O mieszkańcach zaś nie można powiedzieć, że są szczęśliwi ze swojego życia na marginesie. O wydarzeniu zwracającym uwagę na ów problem niezadowolenia, informuje Marginała księżniczka:

– Ktoś wymalował na murach zamku brzydki napis, papo – rzekła.
– Jaki? – spytał ostrożnie książę. – Możesz powtórzyć czy panience nie wypada?
– Chyba mogę… – zawahała się Marginałka. – Tam ktoś napisał „więcej środka”.


Wydarzenie to zostaje ostatecznie również zmarginalizowane. I to nie z powodu swojej tymczasowej niepowtarzalności, ale jak twierdzi hetman dlatego, że innego typu wydarzeń księstwo nie posiada:
„U nas wszystko jest marginesowe, dlatego jesteśmy najszczęśliwszym krajem na świecie”.

Bajka rozpoczyna się od możliwej rzeczywistości szkolnej: zastępstwo za nieobecnego nauczyciela przejmuje woźny Mikołaj. To właśnie on wprowadza do bajki dwóch uczniów – Kubę i Wojtka – opowiadając im historię Margalii. Ich wyprawa w poszukiwaniu bajki wpisuje się w Proppowski model sytuacji wyjściowej, podczas której młodsze osoby oddalają się od domu i uczą się radzić sobie same. Jednocześnie na dworze króla Marginała zastają sytuację zaburzonej równowagi, a właściwie całkowitego jej braku. To właśnie te młode osoby, które wyruszają w podróż znowuż o charakterze inicjalnym, uświadomią królowi dysharmonię w strukturze ich świata. Do uczniów – wybawicieli z innego świata – dołączą również woźny Mikołaj oraz nauczyciel geografii, profesor Graf.

Symbolika marginesu pojawiająca się w bajce może być potraktowana w kilku aspektach. Etymologicznie zarówno margines, jak i marginalia wywodzą się od łacińskiego słowa margo znaczącego dosłownie skraj. Margines jest inaczej niezadrukowaną częścią strony, jej czystym polem. Na marginesie często zamieszczane są uwagi do głównego tekstu, jednak, jakkolwiek byłyby interesujące, zawsze pozostaną marginalne. Marginalne zjawiska i sytuacje będą więc wskazywać na rzeczy mało ważne, drugoplanowe. W ten sposób, używając nomenklatury „marginesowej”, autor może  sugerować umniejszanie roli bajki w dzisiejszej rzeczywistości. Bajka bywa obecnie w życiu dziecka – no właśnie – marginalizowana na rzecz innych rozrywek proponowanych mu przez kulturę audiowizualną. Mikołaj Woźny opowiadając bajkę, wyciąga słuchaczy na jej marginalia, po to, aby zmienić tę sytuację. Margines może zostać też potraktowany w tym przypadku socjologicznie. Margines społeczny, który mogą reprezentować zarówno dwór, jak i poddani, został tutaj przedstawiony w łagodny, bajkowy sposób. Wykluczenie poddanych z udziału w życiu publicznym, m.in. w jego aspektach politycznych i kulturalnych wyjaśnia proces wszechobecnej marginalizacji. Poddani nie mogą się swobodnie wypowiadać, chociażby na łamach prasy, która podlega książęcej cenzurze, muzeum stoi puste, ponieważ wszystkie dzieła sztuki zostały zgromadzone na zamku. Nie czują również, że są w stanie zmienić cokolwiek w świecie despotycznego władcy. Pierwszymi obserwacjami z Margalii dzieli się Kuba z księżniczką Marginałką:

– Zauważyłem, że tutejszej ludności w ogóle na niczym nie zależy. Żyje sobie na marginesie i nic dla niej nie jest ważne. Cokolwiek się zarządzi, będzie dobrze.

 Na marginalizację życia społeczeństwa Margalii mają również wpływ sytuacje najbardziej odwołujące się do naszej rzeczywistości: bezrobocia i biedy. Podczas jednej z rozmów przy kolacji w zamku, książę Marginał został dopytany przez profesora o sytuację ekonomiczną swojego księstwa:

– (…) A jakie jest u was przeciętne wynagrodzenie, czyli płaca?
– U nas nie ma nic przeciętnego, ani wynagrodzenia, ani płacy. Każdy sam się wynagradza.
(…) Po tych słowach zrobiło się mniej przyjemnie, a potem, kiedy profesor wystąpił z trudniejszym pytaniem,
jeszcze mniej.
– Chyba są w księstwie ludzie, którzy uważają, ze przebywanie na marginesie to nienajlepszy model życia?
Zapadła cisza. Książę nerwowo jadł naleśniki, księżna zapatrzyła się w talerz, hetman zzieleniał (…).


W opowieści o księstwie Marginała można również odkryć aluzje do systemów politycznych i wiążących się
z nimi problemami społecznymi. Książę, będący despotą, narzuca marginalność swoim poddanym. Ludność musi żyć na marginesie, żeby być w zgodzie z koncepcją swojego kraju. Nowym spojrzeniem na margines, nieco absurdalnym, ale powodującym pewne zaniepokojenie księcia, jest uwaga rzucona przez Helenkę, kolejną uczennicę trafiającą do bajki:

Z pewnego punktu widzenia margines może być na środku. Jeżeli na przykład ustawimy trzy marginesy obok siebie, to jeden będzie środkowy. 

Brzmiące jak sofizmat zdanie, wypowiedziane przez małą bohaterkę, przywołuje teksty Jacques’a Derridy, w których filozof dekonstruuje m.in. opozycję pomiędzy tym, co zewnętrzne, a tym, co wewnętrzne, zaciera linię oddzielającą tekst od marginesu, który przecież zapisany stanowi sam w sobie inny tekst pozbawiony jednocześnie jakiegokolwiek centrum. W Marginesach filozofii tego autora czytamy:

Czy ten tekst może stać się marginesem marginesu? Gdzie przeto jest korpus tekstu, skoro margines nie jest już czymś dziewiczym i niezapisanym, nie jest czymś ubocznym, lecz stanowi niewyczerpaną rezerwę, jest przejawem stereograficznej aktywności jakiegoś zupełnie innego ucha? (…)

Nie sprowadza się to wyłącznie do stwierdzenia, że margines pozostaje zarówno wewnątrz, jak
i na zewnątrz. Tak też utrzymuje filozofia: wewnątrz, ponieważ dyskurs filozoficzny chce poznać swój margines i go opanować, wyznaczyć linię, wykadrować stronicę, zamknąć ją w jej własnej pojemności. Na zewnątrz – ponieważ to margines, jej margines, jej zewnętrzne pozostaje niezapełnione, pozostaje na zewnątrz: to przeczenie niewywołujące żadnego skutku w tekście albo pozostające na usługach sensu, margines zniesiony (…).


W zagadnienie wyznaczania granicy marginesu i uznawania pewnych elementów za nieistotne wkracza więc polemika Derridowska. Dekonstrukcja zajmuje się znoszeniem hierarchii i odwracaniem jej porządku, dlatego też margines, który pojawia się „w środku” może być dość żartobliwym, ale prawdziwym podejściem do tematu względności dwóch tekstów wobec siebie. Argumentem na zacieranie się tej granicy jest w bajce fakt swobodnego przemieszczania się postaci: najpierw uczniów i pracowników ze szkoły wchodzących w „marginalny” świat bajki, potem z kolei postaci bajkowych przenoszących się do rzeczywistości – pozornej zresztą, przecież też będącej bajką. Stąd możemy również mówić o konstrukcji „bajki w bajce”, która narusza granice i hierarchię pomiędzy tymi dwiema historiami.

Powracając jednak do znaczenia marginesu w sensie socjologicznym, przybysze spoza bajki proponują pewnego rodzaju resocjalizację – podczas podróży powrotnej do szkolnej ekipy dołącza księżna z księżniczką, która miałaby po przybyciu zacząć uczyć się w szkole. Marginesowe zachowanie, nie potrafiło ich utrzymać w rzeczywistości i wracają niepostrzeżenie do bajki. Sytuacja tajemniczego zniknięcia tych dwóch postaci obrazuje również dziecku, że bajka nie może trwać wiecznie, że jest tylko momentem, który wcześniej czy później minie, ale może pozostać w pamięci. Uczniowie, zadziwieni niepamięcią woźnego i profesora, którzy przeżyli z nimi przygodę w Margalii, zastanawiają się, czy mogliby jeszcze raz wyjechać do bajki, skoro raz już im się udało. Z odpowiedzią przychodzi woźny Mikołaj:

– Wyjechaliście? – zdziwił się woźny. – A może wam się tylko tak zdawało? Bo gdzieście, moi drodzy, przebywali – czy nie w bajce czasem? Kiedy się do bajki wejdzie, niekiedy trudno z niej wyjść, ale
w końcu jakoś się wychodzi. Wychodzi się niemal zawsze trochę bogatszym – to znaczy trochę mądrzejszym.


Bohater w ten sposób przybliża jedną z najważniejszych funkcji bajki i baśni, jaką jest przekazywanie wiedzy o świecie dziecku, a także wzbogacanie jego osobowości.

Wyprawa do kraju księcia Marginała jest bardzo trudną historią, choć dziecko rozumie, że bajki z zasady są napisane językiem symbolicznym. Tak, jak w przypadku innych opowieści Bardijewskiego, w Wyprawie do kraju księcia Marginała nie pojawiają się typowe dla baśni opozycyjne pary, jak dobro i zło. Dziecko za to może nauczyć się pomagać innym, zwróci uwagę na marginesy pomijane przez człowieka, a które są częścią jego rzeczywistości. W końcu też może wrócić do wzbogacającej jego osobowość i budującej tożsamość bajki, która – jak sugeruje w książce Bardijewski – może być kontynuowana w następnych, zupełnie innych bajkach. Rozdział XI, krótki i ostatni, ale powiązany z pierwszym. Kto pamięta rozdział pierwszy, ten zauważy wiele podobieństw–ten ostatni rozdział wskazuje na kompozycję klamrową, zaś jego fabuła wiąże się z kolejnym zastępstwem woźnego Mikołaja, który rozpoczyna nową bajkę:

  – Nie wiem, czy państwo słyszeli – zaczął wreszcie pan woźny, a słowo „państwo” świadczyło, że był w żartobliwym nastroju – o zupełnie nowym kraju, który nazywa się Centrum. (…)
– Ten kraj, moi drodzy, nie jest monarchią, czyli królestwem, nie jest też republiką. W kraju Centrum władza jest tak scentralizowana, że sprawuje ją prezydent, premier, przewodniczący i kanclerz w jednej osobie. Wszystko tam jest w środku, nic po bokach. Żadnych skrzydeł, ramion, żadnych skrajności ani marginesów.
W miastach nie ma przedmieść, są tylko śródmieścia, czyli centra. Ludność żyje w centrum spraw, a sprawy są centralne, innych nie ma.


Fragment pracy magisterskiej: „Monografia twórczości Henryka Bardijewskiego”
(Promotor: Prof. hab. Anna Węgrzyniak), Akademia Techniczno-Humanistyczna w Bielsku-Białej (2012)

.......................................................................................................................................................................




KAŻDY  MOŻE  ZOSTAĆ... ODKRYWCĄ

Danuta Świerczyńska - Jelonek
LITERATURA  Z  WYOBRAŹNIĄ

Książka Henryka Bardijewskiego nosi tytuł „Każdy może zostać odkrywcą”. Zawiera 14 zabawnych opowiadań o przygodach Bartka, Pawła i Romka, podstawówkowiczów w bliżej nieokreślonym wieku, o literackim rodowodzie sięgającym gdzieś w okolice szkoły i kolegów Mikołajka. Chłopcy mają głowy pełne pomysłów i nie nudzą się ze sobą ani trochę. Lubią się spierać, przekomarzać, każdy próbuje postawić na swoim i  przebić kolegów pomysłowością , sprytem i rozmachem projektu, bywa, że zmierzającego do...naprawy świata. Są zaciekawieni najbliższym otoczeniem, stają się jego badaczami i odkrywcami. Raz „organizują” teatr albo wydawanie gazety, kiedy indziej zawody sportowe. Zajmuje ich „badanie” powietrza, poprawa uczniowskiej pamięci, odkrywanie źródeł, dróg i pól i własny przepis na jajecznicę. Ich fantazja jest  nieograniczona i choć bywa dosyć niezborna, pomaga w zgłębianiu tajemnic intrygujących chłopców. A w sytuacjach trudnych zawsze można porozmawiać z dziadkiem, albo pójść na lody.


Nowe Książki 2009 /8


.......................................................................................................................................................................






ZŁOTY  POTOK


Katarzyna Kotowska
DO PODUSZKI  DLA  MAŁCH  I  DUŻYCH


Kameralna  opowieść „Złoty potok” Henryka Bardijewskiego koncentruje się wokół rzeczy niewielkich, które przywykliśmy uznawać za nieważne. Ot, zwyczajny mały potok płynący przez łąkę, dwie rybki, kamień czy sroka - u Henryka Bardijewskiego stają się bohaterami równie ważnymi jak dzieci. Wszyscy, jednocząc pomysły i wysiłki, starają się rozwiązać problem pozornie błahy, ale w skali tego baśniowego światka będący prawdziwą tragedią: potok wysycha z powodu suszy, co grozi śmiercią wszystkim żyjącym w tym mikrokosmosie. Warto przeczytać, na jakie pomysłowe rozwiązanie wpadła Kasia i jak przyjaciele pomogli jej sprowadzić deszcz. Rozwiązanie jest typowo baśniowe, ale Bardijewski wykorzystuje je do powiedzenia czegoś ważniejszego: nie istnieją rzeczy bez znaczenia dla jedności, jaką stanowi przyroda, wszystkie elementy są potrzebne, przywracanie porządku w skali mikro jest tak samo istotne, jak w całym kosmosie, a dostrzeganie potrzeb tych najmniejszych mieszkańców świata pozwala odkryć największy, prawdziwy skarb - dobre serce.
Dzieci z pewnością polubią ilustracje Agnieszki Cieślikowskiej. Dostosowane do percepcji kilkulatków, łagodne, poetyckie, świetliste akwarele znakomicie korespondują z klimatem tej uroczej książki.

Nowe Książki 2007 / 2


.......................................................................................................................................................................




ARIA  NA TYSIĄC  GŁOSÓW

Hanna Baltyn
MAŁE  NIEPOKOJĄCE  KOMEDIE

Henryk Bardijewski wydał kilka tomów słuchowisk i dramatów m.in. „Siła przyciągania”, „Pangea”, „Komu sekret”. W nowym wyborze wydawnictwa „Ezop” pomieszczono 18 tekstów i to tych najnowszych pisanych od 1982 do 2004 roku. Przypomnijmy co o autorze pisano na przełomie lat 70. i 80. Zatem po pierwsze, od początku cechowała go różnorodność gatunkowa. Po drugie, interesowała go współczesność. Po trzecie  realizm u niego prawie zawsze zabarwiony jest groteską,  puentą, która steruje w stronę  metafory. Po czwarte ma dar żywego dialogu. Po piąte, bawi go przewrotność i niejednoznaczność. Po szóste, ma skłonność do tworzenia aforyzmów i zawoalowanych aluzji. Po siódme chętnie wykorzystuje formułę oświeceniowej  powiastki filozoficznej, nie zapominając o naukach płynących z dialogów Platona. Po ósme, jak obrazowo kończy swe rozważania prof. Eustachiewicz :”W teatrze Bardijewskiego wyobraźnia jest chimerą o bujnych cielesnych kształtach tak jak rusałki na obrazach Jacka Malczewskiego”.
Do dziś wszystkie te ustalenia pozostają w mocy. Przyjrzyjmy się bliżej dramatowi, który dał tytuł całości. „Aria na tysiąc głosów” pochodzi z 1990 roku. Pełno tu aluzji do czasów niedawnych, sprzed przełomu politycznego1989 roku. Jest tu silna władza operująca dekretami, niepewna sytuacja ekonomiczna, karuzela stanowisk - ale głównym tematem jest śpiew i jego opozycja, czyli milczenie. Akcja dzieje się w operze. Tłum żądny śpiewania na scenie zbiera się przed gmachem. „ O czym ludzie  śpiewają?” - pyta dyrektor. „ O tym samym, o czym dotąd mówili”- mówi sekretarka i dodaje : „ Coś powiedzieć, a coś zaśpiewać, to kolosalna różnica, ( śpiewa) Kolosalna, kolosalna, koolllosaalna...” Dyrektor podsuwa wiceburmistrzowi treść dekretu - że śpiew jest zakazany. Sekretarka pyta, czy się nie boi, że kiedy przestaną śpiewać, zaczną gwizdać. „Nie. Gwizd jest jeszcze bardziej uloty od śpiewu. Naprawdę groźne jest milczenie”. Przesłanie sztuki przez brak dosłowności w realiach jest ciągle żywe. Moje  wrażenia z lektury dramatów Bardijewskiego sprawiają, że widzę je w rejonach literatury pięknej, którą cechuje elegancja słowa i wywodu. Najbliższym krewnym Bardijewskiego wydaje mi się niewątpliwie Szaniawski - dramaturg niby realistyczny,
a zafascynowany snami, marzeniem i tym, co nieoczywiste, niedopowiedziane.

Scena 2005/1

.......................................................................................................................................................................

Jerzy Rochowiak
SCENICZNE  PROPOZYCJE

Agencja Wydawnicza Ezop zainicjowała nową serię : „Polska Dramaturgia Współczesna”. Otwiera ją zbiór szesnastu jednoaktowych sztuk Henryka Bardijewskiego  „Aria na tysiąc głosów”.
Henryk Bardijewski jest autorem znanym. Jego utwory dramatyczne, zwłaszcza słuchowiska, cieszą się ogromną popularnością, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Były wielokrotnie nagradzane, realizowane nie tylko na scenach zawodowych, ale również  - amatorskich i w telewizji. Wiele słuchowisk i dramatów zostało opublikowanych w formie książkowej : „Siła przyciągania” (1975) „Pangea. Małe dramaty” (1984)
Lektura komedii składających się na wybór „Aria na tysiąc głosów” daje odpowiedź na pytanie o źródła dramaturgicznych sukcesów autora. Bez wątpienia ich podstawą jest własny, oryginalny dramatopisarki warsztat. Każdy z utworów opiera się na zaskakującym  pomyśle i jest świetnie skonstruowany. Od pierwszych zdań te utwory tworzą napięcie i przyciągają uwagę. Często kończą się nieoczekiwaną, przewrotną puentą, która dookreśla znaczenia i interpretuje przedstawiony świat.
Postacie, które Henryk Bardijewski powołuje do istnienia,  to galeria indywidualności i indywiduów, osób osobliwych, ale sprawiających wrażenie, iż zostały wypatrzone w naszym otoczeniu. To pozornie zwyczajni ludzie, którym przytrafiają się sytuacje i zdarzenia niezwykłe. Nie wszystkie postacie są sympatyczne, ale autor lubi swoich bohaterów. „Bohaterowie tych jednoaktowych komedii - stwierdza autor - są dla mnie raczej figurami losu niż portretami psychologicznymi, działają w poczuciu ludzkiej powinności - bez względu na rezultat. Człowiek powinien przewidywać wszelkie możliwe rezultaty swoich działań, a  sztuka może mu w tym dopomóc. Może odtwarzać drogi, którymi poszła rzeczywistość, ale także wskazywać te, którymi nie poszła, a przede wszystkim te, którymi mogłaby pójść, jeszcze nie istniejące. W stwarzaniu takiej przedrzeczywistości widzę najgłębszy sens sztuki i tego doszukuję się jako czytelnik i jako autor.” Pewnie dlatego bohaterowie tych utworów próbują odnaleźć siebie w świecie.
Przedstawiona przez pisarza rzeczywistość jest swoistym odzwierciedleniem realności - i niestety nas samych, z naszą małością, dziwactwem, sprytem. To zwierciadło, w którym odbija się nasz czas jest krzywe. „Argumentem głównym myślenia pisarskiego Henryka Bardijewskiego - pisał Michał Sprusiński - jest racjonalizm i sceptycyzm, narzędziami rozpoznawania świata - ironia i groteska.” Ironia to główny wyróżnik pisarskiej postawy autora „Arii”. On sam się zdaje nieśpiesznym przechodniem, uważnym obseratorem, zamyślającym się nad biegiem rzeczy. „Przecież ten świat jest absurdalny jako całość, a tylko we fragmentach wygląda poważniej - mów Matt  w „Seansie prawdy” - A u nas nawet i z fragmentów wyciekło jądro prawdy...”
Ważną cechą sztuk z „Arii na tysiąc głosów” jest humor. To raczej ironiczny uśmiech niż żywiołowy śmiech. Specyficzny jest język tych utworów - to polszczyzna zbliżona do potocznej w świetnych dialogach radiowych i scenicznych. Komediowość jest wielkim walorem i siłą tych tekstów. „Stało się tak - stwierdza autor - że komedia najlepiej wyraża tragizm naszych czasów. Kiedy widzę, jak oddaje śmieszność smutnego jako całość świata, cieszy mnie jej powaga. Może zatem są to tragikomedie? Tak, jak tragikomiczny jest nasz świat...”
Jest to książka, od której trudno się oderwać, skrząca humorem i skłaniająca do refleksji. Jej lektura jest inspirująca. Daje ona duże możliwości scenicznej kreacji.

Biuletyn Informacji Kulturalnej, nr. 1-2, Toruń 2005
.......................................................................................................................................................................

Janusz R. Kowalczyk
UKONTENTOWANIE  INTELEKTEM


W „Arii na tysiąc głosów” Henryka Bardijewskiego znajdziemy szesnaście jednoaktówek z ostatnich 20 lat, nierzadko nagradzanych. Wszystkie doczekały się premier w Teatrze Polskiego Radia. Aż dziw bierze, że polskie teatry poszukujące dramaturgii odzwierciedlającej ducha naszych czasów, tak rzadko sięgają po te przekorne teksty. Przyczyna, podejrzewam leży w ich niedużym rozmiarze, co z kolei czyni je niezastąpionymi dla zespołów nieprofesjonalnych, zwłaszcza młodzieżowych. Sztuki Bardijewskiego to świetnie zakomponowane współczesne „powiastki moralne”, w których nie brak gorzkiej refleksji nad przywarami ludzkiej natury, czyniącej nasz świat tak trudnym do zniesienia. Autor ma wspaniałe, groteskowe poczucie humoru, co pozwala mu przyglądać się naszej rzeczywistości z właściwego, satyrycznego dystansu. Jego inteligenccy bohaterowie bronią się ironicznym stosunkiem do trudnych do zaakceptowania, choć coraz powszechniejszych zjawisk, praktyk, obyczajów i zachowań. Kunsztownie zakomponowane dialogi toczą się, gładko, z wdziękiem: „mój dowcip potęguje się w łożu, a ukontentowanie intelektem dobrze jest utrwalić ukontentowaniem ciała” ( „Przyzwolenie”). Albo „Rodzaj męski, jestem o to spokojny, przetrwa nie tylko w gramatyce” („Tercet”) czy: „W naszych czasach prawda ma naturę posępną. To raczej kłamstwa bywają wesołe” i riposta partnera: „Widzę, że pan lubi tak mówić, żeby słowa miały znaczenie. Nie każdy może sobie na to pozwolić. Większość mówi, żeby mówić, a nie żeby coś powiedzieć. Dobrze mówię?” („Skrzyżowanie”). Dobrze.

Rzeczpospolita. Rzecz o książkach. 8-9.01.2005




........................................................................................................................................................................




PANGEA . MAŁE  DRAMATY

 
Michał Sprusiński
HENRYKA  BARDIJEWSKIEGO  OBSZARY WOLNOŚCI


Jeśli szukać wypadnie prawdziwych antenatów twórczości Bardijewskiego konieczna będzie wyprawa aż po wiek Oświecenia. Pisarz rozmawia z nami, wygłasza monologi i komponuje dialogi spełniając wszystkie reguły gry literackiej, jakie kultywowali Diderot, czy Wolter, a z różnym skutkiem przeszczepili na nasz grunt bywalcy obiadów czwartkowych.
Argumentem głównym myślenia pisarskiego okazuje się racjonalizm i sceptycyzm, narzędziami rozpoznania świata - ironia i groteska. Ludzie i sytuacje nie tracąc swej materialności istnieją tu i teraz, czyli w Polsce nam współczesnej. Wolni od terroru małych realiów, stają się czymś większym i ciekawszym - postaciami symbolicznymi, sytuacjami przeobrażonymi w metafory. Bogini lapidarności sprzyja pisarzowi i zyskuje jego wzajemność. Jak każde pisarstwo o wyraźnym konturze światopoglądowym i ostro obrysowanej poetyce, tak i twórczość Bardijewskiego  broni się  i (atakuje) nie epizodami, lecz całością. Taką całość daje nam w tomie „Pangea”, przy czym poszczególne utwory zachowują swoje walory. Można z serii słuchowisk stworzyć kilka spektakli jednorodnych, mimo że w kolejnych odsłonach odbywamy podróż w czasie, wchodzimy w coraz to nowe środowiska.  Sięgnijmy po przykłady. Prologiem teatru Bardijewskiego przedstawionego w „Pangei” jest słuchowisko „Posiedzenie”. Absurdalna sytuacja; nagłe „ukrzesłowienie” uczestników posiedzenia bez końca
i sensu. Wszystko komentuje postać nosząca imię sceniczne Strach. Słuchowisko to przypomina sytuację z głośnego obrazu Andrzeja Wróblewskiego „Ukrzesłowienie”. Tam oglądaliśmy ofiary obradujących bonzów.
U Bardijewskiego choroba ludzi u steru musi dotknąć oczekującą pokornie przed drzwiami społeczność petentów. Bardijewski pisze parabolę o władzy i poddanych, o rzeczywistości zamienionej w maratońskie posiedzenie „wydrążonych ludzi”, posiadaczy - z samowolnego mianowania - swoistej charyzmy, właścicieli setek i tysięcy pustych zdań. Jednoaktówka „Dieta” zamyka tom Bardijewskiego. Pensjonariusze  dziwnego sanatorium (...)  to przecież petenci „spod drzwi „Posiedzenia”  leczeni dozowaniem informacji.
W obu słuchowiskach znajdujemy opis sytuacji choroby nie ujętej w podręcznikach medycznych, obecnej natrętnie w życiu społecznym. Właśnie motywy zdrowia i choroby, widziane przez groteskowe zwierciadło w spotęgowanej formie zwyrodnienia w życiu społecznym i politycznym, wielki temat ochrony wewnętrznego środowiska człowieka, wydają się pisarskimi obsesjami głównymi. W „Irytacjach”  Dziwisz powie wprost o potrzebie sezonu ochronnego dla człowieka. Tu mamy wątek mówiący o konieczności wyobraźni, wielkiej siły ocalającej nas przed życiem anonima, przed ukrzesłowieniem i dietą myślową.
Bardijewski patrzy na społeczność i mechanizmy sterowania masami, na władzę i tłumy mając zawsze jednostkę w polu widzenia i dociekania. Niedoszły samobójca w „Sznurze” należy do pokolenia kaskaderów - Kobieli i Cybulskiego, Munka i Wróblewskiego, Hłaski i Cwynarskiego. Żyje w ich klimacie moralnym, dlatego postanawia: „uczynię choć jedno osobno, tylko na swój własny rachunek, wybiorę sobie rodzaj śmierci”. Bardijewskiemu idzie nie o ciekawy eksces wynikły z zachwiania równowagi psychicznej, lecz o azyl, o możliwość istnienia jakiejkolwiek arkadii w dzisiejszym świecie dosięgającym nas wszędzie. Azylem też staje się dla emerytowanego nauczyciela geografii Józefa Lamba tworzenie „geografii wyzwolonej” - planowanie własnego pomysłu końca świata, snucie koncepcji o prehistorii wszechświata. W „Lektyce” powraca sprawa prywatności, własnego miejsca w życiu, tęsknoty do istnienia w czymś, co posiada właściwości kultury i obyczaju, co rozpoznawalne. Postacie „Retra” uciekając w przeszłość, wyrażają votum nieufności wobec czasu teraźniejszego. Szukają własnego azylu w historii. Raz jeszcze Bardijewski głosuje za istnieniem nieuległym jednemu wymiarowi prawdy i życia społecznego. Również w „Przebudzeniu” potwierdza swoje pisarskie zainteresowanie dla postaci działających poza układami, starających się wybić na własną, osobistą niepodległość. „Galeria królów” i „Co powiedział chór” to powrót do dużego planu, na dużą scenę życia społecznego otwartą w prologu tomu „Posiedzeniem”. Sprawa między chórem i dyrygentem jest sprawą między rządzącymi i rządzonymi. W wielkim chórze zwanym społeczeństwem śpiewają unisono i zgodnie z dyrygentem tylko grupki. Większość milczy, aż następuje odwrócenie roli i dyrygent śpiewa pod batutą chóru. Pozornie absurdalna groteska Bardijewskiego „Co powiedział chór” okazuje się przewidywaniem przemiany możliwej
w rzeczywistości. Chór, ta większość milcząca i unikająca nutek bezmyślnej melodii wszechzgody może przejąć należną jej rolę kreatora, a nie tylko statysty.
Pisarstwo Bardijewskiwgo, chętnie drwiące z literatury patosu i wielkich emocji, objawia nam swoją powagę
i rzetelność w drobinowym i syntetycznym widzeniu polskiej rzeczywistości.

Wstęp do „Pangea. Małe dramaty” Henryka Bardijewskiego, COMUK, Warszawa 1984

.......................................................................................................................................................................

Gabriela Rajchert
PANGEA - MAŁE  DRAMATY

Dramat radiowy i małe formy teatralne - to dwa ważne rejony zainteresowań pisarskich Henryka Bardijewskiego, poza którymi - co przypomnieć wypada - rozciąga się coraz bogatszy obszar wypowiedzi scenicznych autora „Pangei”. Dwa tomy wyboru przynoszą dorobek z okresu wcześniejszego, z lat 1968 - 1980. Bogaty to materiał do rozpoznania tropów myślowych autora, do prześledzenia głównych wątków twórczości.
Jest to dramaturgia dnia powszedniego, takiego, jaki dotka nas wszystkich, z człowiekiem społecznym w roli głównej. Wykształcone prawidła  wzajemnych odniesień w ramach zbiorowości ludzkiej, rządzące nimi prawa, miejsce jednostki - w myśleniu artystycznym Bardijewskiego oparte są na konkrecie naszej rzeczywistości, jednak bez natrętnych, tymczasowych odniesień, bez wdawania się w doraźny szczegół. W dramatach Bardijewskiego jesteśmy u siebie, ale jednocześnie nieco ponad porządkiem czasowo-przestrzennym, odnajdujemy świat widziany z naszej perspektywy, ale i nie gubimy się zbytnio w domysłach, czy nie jest on w ogóle przypisany kondycji człowieka. O włączeniu przez Bardijewskiego swego głosu w dialog o współczesności i historii pisano wiele, ten motyw znalazł również eksponowane miejsce w rozważaniach M. Sprusińskiego . Z równą częstotliwością podkreślano sięganie przez autora „Posiedzenia” do formy groteski, która deformuje kontury świata, ale i je wyostrza, czyniąc przedmiot rozpoznawalny w najważniejszych zarysach. Sądzę, że połączenie groteski ze zracjonalizowanym myśleniem społecznym daje u Bardijewskiego najlepsze efekty wówczas, gdy autor skupia się na prostej, czystej konstrukcji, drążąc w głąb słowa i psychologicznego szczegółu. Takie właśnie są dwa  wspomniane słuchowiska : „Posiedzenie” (1977) oraz „Irytacje”(1979). W pierwszym obraz anomalii społecznych ukazany został przez zakłócenie funkcjonowania układu materia-człowiek, z upostaciowanym Strachem jako siłą sprawczą. W drugim, bardziej rozbudowanym sytuacyjnie, w topografii pensjonatu przywraca się poczucie wartości „upadłym duchem”. Akcja jest paraboliczna, w jej toku społeczność pensjonatu, wyizolowana ze świata zewnętrznego, podejmuje próby wyartykułowania, a następnie praktycznego wprowadzenia własnych, odmiennych od przyjętych norm zachowań i skali wartości. Działanie to nie powiedzie się, albowiem człowiek, gdziekolwiek by zaistniał, zawsze podlegał będzie tym samym pragnieniom określenia własnego „ja” i usytuowania go w strukturze zachowań innych ludzi. Próba dominacji jest tych działań nieodłącznym elementem. Wyzwolenie się Dziwisza przerywa dotychczasowy układ współzależności i lawinowo prowadzi do kolejnych odkłamań. Popiel zostaje sam, nie ma proroka, gdy nie ma wyznawców. Groźne memento w skali daleko szerszej niż zarysowana w dramacie. I z tej również perspektywy warto spojrzeć na twórczość pisarską Bardijewskiego zgromadzoną w omawianym zbiorze.

SCENA  1985/5


.......................................................................................................................................................................

 


DRAMATY. PIW

Wojciech  Natanson
ZOBACZENIE  SŁOWA


Główną domeną twórczości Henryka Bardijewskiego stało się dramatopisarstwo. Pozostał mu wierny
w warunkach pomyślnych i mniej pomyślnych jeśli chodzi o teatry nasze i ich niechęć wobec współczesnej  dramaturgii rodzimej. Wszelkie dziedziny twórczości dramatopisarskiej interesują Bardijewskiego: słuchowisko, monodram widowisko telewizyjne, sztuka teatralna  i sztuki lalkowe. Jaki jest wspólny mianownik tej twórczości? Jakie jej cechy charakterystyczne? Wydaje się, że można wskazać dwa czynniki.
Pierwszym jest rola humoru w pisarstwie Henryka Bardijewskiego. Jest on dziedzicem tradycji polskiego humoru. Tradycji nie zawsze docenianej, niedostatecznie rozumianej. To nie przypadek, że jeden z nielicznych, a bardzo przenikliwych esejów Bardijewskiego został na łamach „Teatru”, poświęcony Aleksandrowi Fredrze. Autor „Opresji” i „Misji” określił tutaj znaczenie twórcy „Zemsty” we współczesnym życiu polskim, jego aktualność i wartość. Patrzył na niego oczyma współczesnego człowieka. Dostrzegł, co tu jest przełomowe
i wiecznie trwałe.
Jako humorysta współczesny Bardijewski ma zmysł obserwatorski. Nie szuka śmieszności, nie stara się jej sztucznie tworzyć. Umie w nią po prostu trafić. Sprawia takie wrażenie, jakby się po nią schylał na podobieństwo łowcy grzybów, zbieracza soczystych, pożywnych owoców. Wie, że dowcip i humor jest pierwszorzędnym narzędziem, że jest instrumentem artystycznego, poetyckiego i psychologicznego działania.
Drugi element, którym posługuje się Henryk Bardijewski to słowo. Nie użyte charakterystycznie, nie zabarwione folklorem. Słowo Bardijewskiego jest polszczyzną potoczną, krystalicznie jasną, frapująco inteligentną, zdumiewająco prostą (jak u Szaniawskiego). Słowo to znajduje naturalne swe koligacje, układa się w zdania zarazem celne i paradoksalne. Odkrywa nowe sprawy, odsłania sytuacje i osobowości. W zupełnie naturalny i swobodny sposób układa się w dialog. Jedno zdanie „uderza” w drugie, jego układ sprawia wrażenie nieuchronne, ale przemyślane.
Zaledwie część sztuk, napisanych dla teatru dramatycznego, znalazła się w tomie wydanym przez Państwowy Instytut Wydawniczy. Nie ma tutaj „Pustelników”(1967), nie ma też antybiurokratycznej groteski pt.”Trzy łamane przez cztery”, zabrakło „Jeziora”(1969). Nie ma „Małej komedii”.
Z punktu widzenia problemowego sześć utworów, zamieszczonych w wyborze PIW stanowi skonstruowaną całość. Pokazuje i ewolucję myśli, i transformację środków, i jedność osobowości twórczej. Najogólniej można powiedzieć, że chodzi tu o stosunek do problemów cywilizacji współczesnej.
„Skrzydła” to marzenie skromnego małomiasteczkowego krawca, który chciałby siebie i innych oderwać od monotonnej egzystencji, dać im możność indywidualnego lotu na wzór ptaków czy aniołów. ”Zacznijcie się śmiać” to problem wolności. Dyktatorzy, którzy chcieli posługiwać się śmiechem, narzucać go, nakazywać, wywołują taki sam głuchy bunt, jaki ich poprzednicy powodowali zakazem. Jest to odruch naturalnej przekory, wynikający z indywidualnych praw.
„Radość w szczerym polu” Bardijewskiego to komedia „futurologiczna”, zabawa z przyszłością. Żart na temat nadmiernego postępu przemysłowego i konsumpcyjnego. Istotą tej sztuki jest obrona indywidualizmu  przygniecionego maszynerią przymusu.
Pozornie odbiega od innych utworów sztuka „ O co pytać starszego człowieka”. Nie tylko z powodu poetyckiej formy.  Także dlatego, że Faustowski temat uczestnictwa zła w życiu wynika tu z badań w instytucie gerontologicznym, z doświadczeń ludzi długowiecznych. Jest to zło na wpół, czy całkowicie nieumyślne.
„Misja” i „Opresje” to sztuki zachowujące charakter uniwersalny, są równocześnie specyficznie i głęboko polskie. W „Misji” mała stacyjka opuszczona na Ziemiach Zachodnich jest terenem akcji. We śnie czy w wizji może się stać kolejno miejscem pobytu wczasowiczów, terenem konferencji specjalistów, więzieniem, świątynią, lokalem stronnictwa, sceną teatru lalkowego. Efekty tych transformacji są zabawne, autor potrafił im nadać urok i komizm. Zarazem chodzi tu o ważny problem przeobrażenia naszego życia wysiłkiem kreatorskiej woli.
„Opresje” to najgłębsza z dotychczasowych sztuk Henryka Bardijewskiego. Ironia splata się tutaj z obserwacją spraw najistotniejszych. Bohaterem jest wielki malarz historyczny, który osiągnął sławę i pieniądze, zachował biologiczną witalność i atrakcyjność, ale nic już nie może go zachwycić, przerazić czy podniecić. I oto po trosze z fantazji mistrza, a po trosze z jego snów rodzi się dziwne wydarzenie. Do pracowni wpadają spiskowcy - porywacze. Artysta im się nie sprzeciwia. Ale sama  sztuka stawia niespodziewany opór. Postacie obrazów historycznych unieruchamiają, paraliżują porywaczy. Wizja artystyczna, kreatorska staje się silniejsza.

„Scena” 1981/10

........................................................................................................................................................................

Wiesław Uziębło
DO  TEATRU  PRZYCHODZĘ  Z RADIA

Trafił wreszcie do księgarń  - od lat już anonsowany- tom dramatów Henryka Bardijewskiego. PIW nierychliwy, ale sprawiedliwy. Sprawiedliwy wobec autora, a w konsekwencji wobec czytelnika, no i wreszcie teatru.
W wydanym tomie znalazły się:  „Misja”,  „Skrzydła”, „Zacznijcie się śmiać”, „O co pytać starego człowieka”, ”Radość w szczerym polu”, „Opresje”. Razem blisko 500 stron. Jeśli dodać do tego wydany już w CPARA kilkanaście lat temu zbiór jednoaktówek „Na małej scenie”, to Bardijewski jest chyba jednym z niewielu współczesnych dramaturgów, któremu z niemal całym dorobkiem dane jest trafić do czytelnika. Zresztą wszystkie pomieszczone w PIW-owskim wyborze dramaty były już wcześniej drukowane w „Dialogu” bądź „Scenie”. Poza „Misją”, ale ta z kolei, podobnie jak i kilka innych trafiła na scenę. Spotykały się one, zwłaszcza „Misja” z żywym zainteresowaniem.
Gdyby na jednym biegunie umieścić scenopisy Kajzara, Kantora, czy ostatnie „scenariusze” Różewicza - na drugim, skrajnie przeciwnym biegunie znalazłyby się sztuki Bardijewskiego, ciążące zdecydowanie ku literaturze, a ściślej byłoby powiedzieć - ku teatrowi słowa. Z pewnością  to słowo i przenoszone przez nie treści, należą w naszej współczesnej dramaturgii do zjawisk ciekawych i orygialnych. Dialog Bardijewskiego to dialog bardzo zwarty, niemal riposta za ripostą, z kwestiami tak mocno  się zazębiającymi, że jako całość trudno ten dialog przestrzennie rozsunąć i niejako rozcieńczyć w teatralnej materii. Wymaga on często od aktora gry na tzw. pełnych obrotach, co przy specyficznym klimacie sztuk Bardijewskiego pełnym akcentów groteski, humoru rodem z teatru absurdu wymaga specyficznego, trudnego typu ekspresji aktorskiej i związanych z tym sporych umiejętności wręcz kabaretowo-teatralnych. A takich aktorów mamy niewielu. Nic dziwnego, że zespół nie najbogatszy w te walory radzi sobie z Bardijewskim średnio, gra po prostu inny tekst.
Lektura dramatów Bardijewskiego, od tych najstarszych, jeszcze z początków lat sześćdziesiątych po napisane
w ostatnich latach dowodzi myślowej i artystycznej konsekwencji. Otóż autorowi zawsze, że się tak wyrażę, o coś chodzi i nie są to sprawy banalne; nie poprzestaje na rejestracji szczegółu, ostro prowokując do uogólnień; przekracza barierę problemowego zaścianka; i wreszcie ciągle czuwa nad tym - co znowu rzadkie, nie tylko w komedii - aby widz się po prostu nie nudził. W surrealistycznym, fantastycznym i jakby bajkowo-realistycznym świecie tej dramaturgii, co i raz podrywają się do lotu ludzie, z których wielu mogłoby o sobie powiedzieć słowami z „Opresji”: „Urodziłem się prawdopodobnie z przypadku, rosłem zgodnie z planem natury, dojrzewałem wśród ograniczeń, z których nie zdawałem sobie sprawy, pracowałem w poczuciu niepełnej autentyczności wszystkiego, co robię, żyłem, mając świadomość sztuczności mojego świata, marzyłem krótko o prawdzie i znacznie dłużej o bogactwie. Nie mogę powiedzieć, żebym był nieuczciwy.”
Z tym, że zamiast bogactwa należałoby podstawić różne, w odniesieniu do różnych postaci, hasła: wolność, własna twarz, siła psychiczna. Postaci te podejmują heroiczne, czy też raczej heroikomiczne próby zaczepnej prowokacji wobec zewnętrznego świata, w którym czują się obco, który rozrasta się niejako poza ich wolą i myślą. Ale to on ma nad nimi niepodzielną i czujną kontrolę, on narzuca im swe ukryte prawa, których ludzie ci często nawet nie przeczuwają. Próbują jednak coś zmienić bądź uciec w jakiś meta-świat, ruszają się, krzątają, lecz jakby zastygają w karykaturalnym geście buntu. Literacki świat Bardijewskiego to jedna wielka metafora.
Jeżeli lekturze sztuk Bardijewskiego towarzyszy śmiech, jako że świetnie włada autor humorystycznym piórem - który to śmiech nierzadko pełen jest sarkazmu i goryczy - to, mówiąc za Gogolem, śmiejemy się z siebie samych. Przeżywamy odwieczne Arystotelesowskie katharsis. Groteskowy świat, który stwarza Bardijewski, oparty jest - tak w sferze treści, jak i poetyki tego świata - na sprzecznościach: woli i niemocy, powagi i śmieszności, prawa jednostki i prawa zbiorowości, przyziemnego konkretu i baśniowej fantazji.

Nowe Książki 1981/14
...........................................................................................................................................................................

 

 

 

© 2013 Henryk Bardijewski. All rights reserved.