WIERZĘ  W  WYOBRAŹNIĘ

Książę słuchowisk – Henryk Bardijewski

Ewa Kapuścińska Pisze pan dla radia, telewizji i teatru. Co jest Panu bliższe?
Henryk Bardijewski:  Uważam się za autora multimedialnego. Z sentymentem piszę dla radia,
z przyjemnością dla telewizji, z satysfakcją dla teatru. Moje tematy i pomysły wędrują razem ze mną.
Nieraz powstają jako radiowe, a w pisaniu ujawniają swoje nowe możliwości, na przykład sceniczne czy ekranowe. Bywa też odwrotnie - zamysł teatralny czy powieściowy domaga się kameralnej formy radiowej.
Ta wędrówka za każdym razem jest dla mnie fascynującą przygodą literacką,

E.K.   Miniony rok okazał się owocny w Pana twórczości radiowej, jak i scenicznej. Dwa Pana utwory zostały nagrodzone w konkursie, Pańskie słuchowiska , premiery i wznowienia, często pojawiały się na antenie, zaś w teatrze dużym powodzeniem cieszy się Pana komedia „Jesteś mój”. Czy rok bieżący zapowiada się równie pomyślnie?
H.B.  Zobaczymy. Staram się, ale na swój sposób stara się także samo życie. Nie tylko człowiek chce być swobodny - los również winien mieć trochę swobody. Proponuję mu, żeby przyniósł mi sukces w prozie. Ukończyłem właśnie tom krótkich opowiadań „Zacofany diabeł. Opowiadania sceptyczne”. Pisanie jest dla mnie obszarem swobody i niezależności; pisanie dla radia obszar ten powiększa o całą moc wyobraźni. Wyobraźni autora i hipotetycznej wyobraźni słuchacza. Radio to medium przyjazne literaturze, nie tylko dramatowi, także poezji i prozie. Doświadczyłem tego słuchając moich powieści, czytanych przez takich wybitnych aktorów jak Piotr Fronczewski w „Irytacjach”, Wiesław Michnikowski w „Wieku świateł”
i Andrzej Łapicki w „Aplauzie.”

E.K.  Jednak  żyjemy w epoce obrazu. Czy jest to szansa, czy zagrożenie
H.B.  Szanse już wykorzystano, pozostały zagrożenia. Obraz  mówi za dużo, a jednocześnie za mało. Najwłaściwszym narzędziem wyobraźni jest słowo. Słowo, które nie dopowiada, ale sugeruje, inspiruje
i pobudza. Budowla kultury wznosi się na słowie. To język jest kodem genetycznym kultury. Dlatego wierzę
w przyszłość sztuki radiowej jako azylu słowa, a także w trwałą obecność słowa w teatrze. Ono wymaga skupienia, a skupienie to dzisiaj towar deficytowy. Ale nic, co łatwe nie przynosi trwałej satysfakcji.

E.K.  Najczęściej pisze Pan komedie. Komedią jest także słuchowisko „Jak dobrze”, które wkrótce usłyszymy w Programie I PR. Czy komedie pisze się dlatego, że świat jest wesoły, czy dlatego że jest smutny?
H.B.  „Patrzaj, jaki świat wesoły” pisał wielki Fredro. Ale on wiedział, w przeciwieństwie do Papkina, że za drzwiami stale czeka czterech silnych. Śmiechem się bronimy. Bronimy naszego rozsądku i naszej swobody. Bo jedno i drugie jest stale zagrożone, także w warunkach  naszej wolności. Dzisiaj śmieszy mnie to, co jednocześnie martwi. Wolność ma swoje skutki uboczne - wyzwoliła tyle przygnębiającej głupoty. Pocieszam się słowami Herberta: ”Kto wie, czy w tej mozaice świata głupstwo nie wspiera mądrości”. Powstałe w 1991 roku słuchowisko „Jak dobrze” jest reżyserską adaptacją mojej sztuki zrealizowanej w radiu ze znakomitymi aktorami : Joanną Jędryką, Wiesławem Michnikowskim i Henrykiem Talarem. Do tych samych bohaterów,
w odmienionej sytuacji powróciłem w najnowszej komedii „Jesteś mój”, która w reżyserii Andrzeja  Łapickiego z Ignacym Gogolewskim w roli głównej grana jest obecnie na Scenie Kameralnej w Teatrze Polskim
w Warszawie. I w słuchowisku i w sztuce moi bohaterowie mają kłopoty z własną wolnością i z wszechogarniającą komercją. Pieniądz wyzwala, ale także krępuje. Krępuje zwłaszcza w obszarze kultury.

E.K.  Pana dorobek radiowy jest imponujący - ponad I00 słuchowisk. Czy nie martwi Pana ulotność tej sztuki?
H. B.  A cóż nie jest ulotne?  Jednak póki co, moje słuchowiska, także za sprawą znakomitych kreacji aktorskich, żyją, są wznawiane, tłumaczone na języki obce, część z nich zaistniała w druku, także w postaci książkowej, niektóre zawędrowały na scenę teatralną i do telewizji. W gruncie rzeczy ich ulotność wcale nie jest większa niż ulotność filmu, widowiska telewizyjnego, czy teatru. Zresztą cóż złego w ulotności? Demokryt wierzył (ja też), że powietrze wypełnione jest atomami ducha. To jest także ulotność. Ale żeby w to wierzyć, trzeba właśnie wyobraźni - może nawet więcej niż wiary.
.........................................................................................................................................................................

Antena 1999 /3
RZECZYWISTOŚĆ  MYŚLĄ  KREOWANA
Rozmowa z Henrykiem Bardijewskim

Ewa KapuścińskaRadio zawsze zajmowało w Pana twórczości ważne miejsce. Czy w dobie dominacji kultury obrazkowej radio nadal ma szansę zachować swoją atrakcyjność?
Henryk Bardijewski:   Radio jest sztuką słuchania, a my coraz gorzej umiemy słuchać i oraz gorzej umiemy patrzeć. Sztuka radiowa, wymagająca skupienia i twórczego współudziału wyobraźni słuchacza, podobnie jak lektura, staje się, pomimo jej dostępności, sztuką coraz bardziej elitarną. Zalew niewybrednej produkcji rozrywkowej rodzi lenistwo umysłowe, stale obniża się poziom oczekiwań, jakie są związane z kulturą.
Należy chronić wszystko, co sprzyja postawom otwartym, twórczym i krytycznym. Zwłaszcza krytycyzm jest obecnie potrzebny, bowiem większość naszych przemian ma charakter powierzchniowy; płytkie są nasza demokracja i wolność. Wciąż za dużo ufności pokładamy w sile rzeczy, a za mało w sile myśli, woli.
Za mało też ufamy kulturze i jej sile sprawczej w kreowaniu świata. A przecież sztuka, działająca zarówno krytycznie, jak i afirmatywnie, oswaja z rzeczywistością. Literatura jest nazywaniem świata istniejącego
i stwarzaniem światów możliwych.

E.K.  Często posługuje się pan groteską, humor zawsze odgrywał w pana twórczości, tak w prozie,
jak i w dramacie, znaczną rolę.

H.B.  Już dawno zauważono, że świat jest śmieszny we fragmentach, a smutny w całości. Na każdym niemal kroku tragizm sąsiaduje z komizmem, lecz tragizm ogranicza, zaś humor wyzwala. Jeżeli pisanie to tworzenie jakiegoś obszaru swobody i niezależności, to twórczość wzbogacona humorem cel ten, wydaje mi się, przybliża. A przecież nasza teraźniejszość aż mieni się wszelkimi barwami śmieszności. To naciąganie nowych szat na stare manekiny, nowych masek na stare twarze, ten entuzjazm dla nowych dogmatów i dyktatów, obnażający przy okazji pełny katalog naszych wad narodowych - byłby nie wysychającym źródłem inspiracji, gdyby nie świadomość, że wszystko to znalazło już swój wyraz we wspaniałych antycypacjach Witkacego
i Gombrowicza. Może wobec tego bardziej na czasie jest spokój i dystans. Takiemu dystansowi w moim przekonaniu wciąż dobrze służy poetyka groteski. Rzeczywistość skondensowana w grotesce, w metaforze, syntetyczne przemieszanie świata realnego ze światem możliwym, połączenie poetyckiej przypowieści z ostrym widzeniem życia - oto język, którym najskuteczniej przemawia do mnie literatura. Z tej poetyki wywodzi się moja powieść „Wiek świateł”, która niedawno ukazała się drukiem, a następnie zrealizował ją program II PR w doskonałej interpretacji Wiesława Michnikowskiego. W mojej najnowszej powieści „Aplauz” o malarzu, co stał się przedmiotem manipulacji istniejącej na targowisku zasług, sławy, pamięci i niepamięci, próbuję naszą współczesność ukazać na szerszym tle.

E.K.  Wiele z Pana sztuk teatralnych miało swoje premiery w wersji radiowej. Tak było z „Czułością”,
„Tym wspaniałym Menandrem”, „Ostatnią nocą radości”.

H.B.  Czy ze „Zwiastowaniem”. Ale moja najnowsza komedia „Guwernantki” rozpoczęła swoją drogę od sceny. W zasadzie dramat dobrze się czuje w radiu i w procesie adaptacyjnym traci o wiele mniej niż proza, a czasem nawet zyskuje. Kreacje aktorskie w dużej mierze nadają wysoką rangę polskiemu słuchowisku.

Antena  1999/40
.........................................................................................................................................................................
.........................................................................................................................................................................

© 2013 Henryk Bardijewski. All rights reserved.