JESTEŚMY MIESZKAŃCAMI CAŁEJ HISTORII

Zofia Sieradzka: Rozmawiamy w okresie, który okazał się bardzo owocny zarówno dla Pana twórczości scenicznej, jak i radiowej. Otrzymał Pan pierwszą nagrodę w konkursie na sztukę związaną tematycznie z 70 rocznicą odzyskania niepodległości. Teatr Rozmaitości w Warszawie przygotowuje prapremierę „Zwiastowania”. „Dialog” zapowiada druk „Ostatniej nocy radości”, sztuki przywołującej motywy antyczne. Pana słuchowisko „Komisja - matka” reprezentowało naszą radiofonię na forum słuchowiskowym OIRT, zaś „Tancerz” w reżyserii Henryka Rozena  - w konkursie „Prix Italia”. Od wielu lat pisze Pan zarówno dla sceny, jak i dla radia. Który z tych dwóch gatunków dramatycznych jest Panu bliższy?
Henryk Bardijewski: Teatr. Pierwsze realizacje i publikacje miały jednak miejsce na antenie i dramat radiowy dosyć długo był dla mnie najdogodniejszą formą wypowiedzi. Obecnie poza słuchowiskami proponuję radiu także antenowe wersje sztuk scenicznych. Tak było z „Miraklami”, które doczekały się wersji telewizyjnej, tak też było z „Czułością” i komedią antyczną „Ten wspaniały Menander”.

Z.S.  Najnowsza Pana sztuka „Zwiastowanie” także ma dwie wersje.
H.B. Właśnie. Zanim sztukę zobaczymy na scenie, reżyser Andrzej Zakrzewski zrealizował ją w radiu z Bronisławem Pawlikiem w roli głównej. Sztuka porusza problem niepodległości, nie tyle zresztą państwowej, co narodowej, jest próbą pokazania jak idea niepodległego społeczeństwa i kraju może funkcjonować w narodowej świadomości. Rok 1918 to najważniejsza data w naszej XX-wiecznej historii, zaś wynikające z niej konsekwencje trwale zachowują walor ważności. Również dla bohaterów „Zwiastowania” niepodległość jawi się jako wartość nadrzędna, a ich problemem jest gotowość do jej przyjęcia, obrony, doskonalenia. Akcja sztuki toczy się w pierwszej połowie sierpnia 1914 roku w małej miejscowości  w zaborze rosyjskim, przez który przechodzą strzelcy polscy przybyli z Galicji. Wbrew oczekiwaniom spotykają się z niewiarą, niechęcią, nieufnością ludności. Nie udało się wywołać powstania, za wcześnie było na szersze działania. Niemniej ten pierwszy oddział był zwiastunem wolności, która miała nadejść cztery lata później. Sztuka nie jest rekonstrukcją historycznych wydarzeń, nie jest reportażem z przeszłości. Wydarzenia rzeczywiste tworzą jedynie zarys sytuacji, w jakiej rodzą się różne możliwe postawy wobec idei niepodległościowej.

Z.S.  Jak daleko stąd do antyku. Na konkurs ogłoszony z okazji 75-lecia Teatru Polskiego w Warszawie napisał Pan „Ostatnią noc radości”, sztukę o wojnie trojańskiej.
H.B. Nie sądzę, by antyk był epoką odległą. Nasz system wartości, nasza etyka, nauka, nawet religia tkwią korzeniami w antyku. Są epoki późniejsze, które wydają się bardziej odległe niż starożytność grecka. Jesteśmy mieszkańcami całej historii, i sądzę, że jest to sytuacja korzystna. Wszystkie sztuki pisane przez autorów współczesnych, są w gruncie rzeczy współczesne. Tak jest też z moją sztuką o Trojanach, którzy dali się nieopatrznie  ponieść przedwczesnej radości ze zwycięstwa i zapomnieli o czujności. W mojej wersji mitu Trojanie byli o krok od zwycięstwa i mogli zapobiec tragedii. Ten mit nie może się jednak kończyć pomyślnie, mimo że wiąże się z nim powstanie Rzymu.

Z.S.  Jednak większość Pana sztuk ma charakter komediowy. Czy sądzi Pan, że komedia jest gatunkiem bardziej żywotnym niż tragedia?
H.B. Wydaje mi się, że cierpimy na nadmiar absurdu i nadmiar katastrofizmu i że znużeni jesteśmy literaturą, która  daje temu wyraz. Nie uciekniemy jednak od tragizmu, co nie znaczy , że jesteśmy zupełnie bezradni i bezbronni. Obroną jest humor, humor pojmowany jako kategoria zarówno egzystencjalna, jak i poznawcza. W dramacie oznacza to nie tyle nową, co intensywniejszą syntezę tragedii i komedii. A zatem tragikomedia. Bronimy się przed cierpieniem, ale i radości nie jesteśmy w stanie dogłębnie przeżyć. W mojej praktyce dramatopisarskiej staram się realizować optymalny model tzw. komedii wysokiej, bliskiej dramatowi poetyckiemu. Oczywiście dominującą rolę odgrywa tu słowo. To nadużywane i deprecjonowane, ale wciąż niezastąpione słowo. Złożone w metaforę, kondensującą sensy aż do objawienia się poezji, i złożone w dialog zakładający wymianę i wzajemność. W kręgu takich założeń wyrasta ostatnio napisany „Ten wspaniały Menander”, oparty o komediowe wątki Menandra.

Z.S. Co obecnie - po wielu latach równoległego tworzenia dla teatru żywego planu i teatru radiowego - może Pan powiedzieć na temat warsztatowych różnic pisania dla pokrewnych wprawdzie,  lecz przecież odrębnych gatunków dramatu?
H.B. Sądzę, że wszelkie różnice wynikają z podstawowej odrębności, jaka istnieje między słowem słyszanym a słowem zobaczonym. Zbliżając się do teatru, radia czy telewizji operujemy pewną szczególną postacią słowa - mową.   Takie słowo w przeciwieństwie do słowa spoczywającego w epice, a zatem czytanego, winno mieć zakodowany w sobie czas. Otóż czas ten inaczej biegnie przy słowie słyszanym w radiu, a inaczej przy słowie „zobaczonym” w teatrze. W porównaniu z radiem teatr ogranicza suwerenność słowa. Ogranicza, ale i daje mu więcej przestrzeni i więcej czasu, nie musi się spieszyć. Wsparte jest gestem, spojrzeniem, mimiką, całą mnogością środków teatralnego wyrazu. Także obrazem mówiącego człowieka. Wynikające stąd konwencje starają się na swój sposób uwzględnić i spożytkować zarówno dramat radiowy, jak i sceniczny.

Z.S.   A jak wyglądają satysfakcje autora? Czy w pracy nad słuchowiskiem pomagają Panu doświadczenia wyniesione z teatru żywego planu?
H.B.  Jeżeli ograniczyć zdarzenie teatralne do trzech składników - autora,  aktora i widza, to ten ostatni stanowi bodaj największą niewiadomą. Kiedy tyle się mówi o kryzysie teatru, to jego immanentny składnik - widz, także nie jest bez winy. Jesteśmy świadkami obniżenia poziomu recepcji kultury w ogóle, i dotyczy to również teatru. I niekoniecznie w sensie braku frekwencji, lecz raczej w wyniku zmiany oczekiwań widowni. Myślę, że instancją, do której należy się odwoływać, jest wyobraźnia autora i hipotetyczna wyobraźnia widza. Tu optuję za maksymalizmem i wymaganiami najwyższymi, stawianymi zarówno autorowi, jak i widzowi czy słuchaczowi. Wyobraźnia niezbędna jest w teatrze, w radio natomiast rządzi już niepodzielnie. To właśnie, sądzę, przyciągało i nadal przyciąga pisarzy do radia. W zasadzie radio gwarantuje autorowi integralność tekstu, z czym w teatrze i filmie bywa różnie. Radio jest operatywne, zapewnia szybką realizację i doskonałą obsadę aktorską. Stąd właśnie dramat radiowy najszybciej odpowiada na wezwania współczesności. Analiza tematów i problemów, jaką przeprowadziła Sława Bardijewska w swojej książce o dramacie radiowym „Muza bez legendy”, unaoczniła szeroki zakres podejmowanej problematyki, zwłaszcza w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Myślę, że trudno byłoby znaleźć inny gatunek literacki, któryby stworzył tak pełny i trafny obraz naszej rzeczywistości.

Z.S. Od pewnego czasu zaczął Pan również pisać dla młodego widza, a także sztuki lalkowe dla dzieci. Większość z nich otrzymała nagrody lub wyróżnienia w konkursach I co dalej?
H.B.  Moje sztuki lalkowe ukazały się w 1985 roku w zbiorze „Komu sekret”, obecnie przygotowuję do wydania tom sztuk dla młodzieży. Ostatnio napisaną „Wyspę dzwonów” ma w planach telewizja. Jak z tego widać zabiegam raczej o druk, niż o scenę, dla której wszystko robi się za trudne. W najlepszej sytuacji są autorzy, będący jednocześnie reżyserami. Jednak dla większości dramatopisarzy ta forma samoobsługi jest niedostępna.

Z.S. Proszę o parę słów na temat literackich zamierzeń i planów na najbliższą i nieco dalszą przyszłość.
H.B. W najbliższym czasie składam w PIW powieść „Wiek świateł”, której akcja toczy się w czasie alternatywnym wobec naszego czasu. Mieć własny czas, skoro nie można mieć własnej przestrzeni - oto czym żyją  bohaterowie powieści. Po dłuższej przerwie wróciłem do krótkich opowiadań i powoli zbieram nowy tom.

Teatr, 1989/6
...........................................................................................................................................................

© 2013 Henryk Bardijewski. All rights reserved.