METAFORA  CZĘSTO  BYWA  KONIECZNA

Krystyna Kostaszuk: Zapowiedziany przez Teatr Współczesny TV spektakl „Stan wyjątkowy” będzie Pana kolejną premierą.
Henryk Bardijewski: Będzie to moja trzecia sztuka telewizyjna po „Spektaklu” drukowanym w „Dialogu” (1971r.) i „Rycerzu” kierowanym do młodych widzów.

K.K.  Jak ocenia Pan te próby. Co sądzi Pan o koncepcji reżyserskiej? Czy odpowiada ona Pana wyobrażeniu o sztuce „Stan wyjątkowy”?
H.B. Reżyser Józef  Słotwiński należy do nielicznych dzisiaj reżyserów, dla których tekst sztuki jest rzeczą pierwszorzędną, a autor partnerem do rozmów i konsultacji. Jako autor przedstawiłem swój sposób widzenia sztuki, rozumiejąc, że nie musi być on ani jedyny, ani najsłuszniejszy. Sztuka jest chyba dość trudna
w realizacji. Zawiera wprawdzie wiele realiów wziętych z życia  codziennego i naszej współczesności, ale obraz ten został w niej poddany działaniu deformującemu. Dwaj bohaterowie w stanie wielkiego napięcia przeżywają szereg wizji, które stają się jakby projekcją ich marzeń, oczekiwań, obaw, a zarazem ogniwami
w łańcuchu kompozycyjnym opasującym tę sztukę, skomponowaną bez wyraźnej zewnętrznej akcji, bez właściwego czasu. Utrata poczucia czasu jest najbardziej charakterystycznym stanem, jakiemu ulegają bohaterowie. Realizatorzy muszą uwzględnić szczególną stylistykę sztuki, wyrażającą stopniowe pogłębianie stanów halucynacyjnych bohaterów.

K.K. Najnowszy salon literacki stolicy - Scena Propozycji Teatru Nowego zaprezentowała „czytaną” wersję sztuki pt. „Misja”. Sztuka wykazuje wyraźne związki z poetyką omawianego spektaklu telewizyjnego: łączy metaforę z realiami naszej codzienności (wczasy, sala obrad konferencji, świątynia, więzienie, uczelnia) i stylistyką „wizji” o znacznych walorach teatralnych. Jak Pan, po dyskusjach z publicznością określiłby intencję znaczeniową tej sztuki.
H.B. Jest to sztuka o możliwościach i „misji” teatru. Uświadamia ona publiczności wpływ iluzji na rzeczywistość i potrzebę samookreślenia. Zakończenie demaskuje aktorów pozbawionych samookreślenia, grających w kolejnych narzuconych przez konwencję „wcieleniach”.

K.K. Podobnie jak w „Stanie wyjątkowym i w „Misji” w wielu innych utworach dramatycznych komponuje Pan „komedię obyczajową” z realiów codzienności i metafor. Czy nie krępuje Pana połączenie dwu wykluczających się stylistyk - dosłowności i deformacji?
H.B. Sztuka nowoczesna - jak każda autentyczna sztuka - ma charakter intelektualny, metaforyczny. Zjawiska życia obyczajowego są dosłowne, dlatego wymykają się z pola działania pisarzy przenikając np. do reportażu filmowego. Metafora nadaje głębszy sens swojemu „dosłownemu” otoczeniu. We współczesnej sztuce jest to przede wszystkim środek artystyczny, dzięki któremu można skrótowo  wyrażać zjawiska rzeczywistości i szybciej porozumiewać się z odbiorcą znającym tego typu myślenie i obrazowanie.

K.K.  Sztuki Pana wyróżnia wyjątkowo błyskotliwy styl wypowiedzi, świetne dialogi, doskonałe riposty, dzięki czemu czyta się je z pełną satysfakcją i łatwo słucha.
H.B. Specyficzny styl radiowy, z charakterystyczną dla niego zwięzłością, zwartością działa na wyobraźnię słuchacza tylko najtrafniejszymi skojarzeniami. Kanony obowiązujące twórcę słuchowisk radiowych ukształtowały moje upodobania stylistyczne, ale droga od utworu radiowego do spektaklu teatralnego jest to wiele trudniejsza i dłuższa, niż się na ogół uważa.

K.K.  Jak Pan ocenia ogólną sytuację dramaturgów?
H.B.   Dramat powstaje zawsze wtedy, kiedy zakłada się istnienie konfliktu. Tymczasem dręczy nas obecnie jakaś obawa przed eksponowaniem życia konfliktowego. Mimo, że żadna rzeczywistość, a więc także i nasza, nie rozwija się bez konfliktów. Tak długo, jak długo nie będziemy krytycznie wartościować zjawisk współczesności, nie znajdzie współczesność swojego odzwierciedlenia w dramaturgii.

Tygodnik Kulturalny 1975/ 5

...........................................................................................................................................................

© 2013 Henryk Bardijewski. All rights reserved.