WIELOŚĆ  RZECZYWISTOŚCI  JEST   FAKTEM

Wojciech Natanson: Minęła już kulminacja obchodów związanych z rocznicą odzyskania niepodległości, lecz sam problem niezawisłości  narodowej i  państwowej nie jest, oczywiście, sprawą rocznicową czy okolicznościową. Sztuka Pana „Zwiastowanie” otrzymała pierwszą nagrodę w ogólnopolskim konkursie na sztukę związaną tematycznie z 70-leciem  Odzyskania Niepodległości. Znamy jej wersję radiową, tekst opublikował miesięcznik „Scena”. Akcja utworu toczy się w sierpniu 1914 w małym mieście w zaborze rosyjskim. Wybucha wojna, granicę przekracza Pierwsza Kadrowa z zamiarem wywołania powstania.
Co Pana skłoniło do wyboru takiego momentu historycznego?

Henryk Bardijewski: Wielość niewiadomych. A zatem wielość możliwych dróg, jakimi mogła pójść historia. Utwory nawiązujące do historii powinno się pisać tak, jakby się nie znało dalszego ciągu wydarzeń. Pisząc o współczesności rzeczywiście go nie znamy, większa jest nasza bezradność, ale i większe pole do przenikliwości. Współczesność utworów historycznych - a one zawsze są na swój sposób współczesne - ma postać metaforyczną, wymaga od czytelnika czy widza domówień i dopełnień. Stąd ich atrakcyjność,
ale i zagrożenie - z jednej strony dydaktyzmem, a z drugiej ilustracyjnością. W „Zwiastowaniu” nie ma rekonstrukcji wydarzeń historycznych, są natomiast ludzie postawieni w sytuacji zaskoczenia przez historię, która sprawia, że niepodległość z marzenia staje się realną możliwością. Niepodległość to ten wysoki punkt odniesienia, raz dalej, raz bliżej, ale zawsze w zasięgu czujnego wzroku. Każde pokolenie inaczej widzi jej cenę, czy raczej ofiarę, jaką gotów jest ponieść, inaczej określa szanse, a także straty własne, tak ogromne przecież podczas obu XIX-wiecznych powstań. W „Zwiastowaniu” niepodległość nie jest problemem tylko historycznym .

W.N.  Przygotowując sztukę do realizacji rozwinął Pan pewne wątki, wzbogacił postaci, zwłaszcza główne role, natomiast młodzież pozostaje jakby na drugim planie.
H.B.  Młodzież w „Zwiastowaniu” wie, czego chce i zdąża do celu, jakim jest niepodległość kraju. Problem natomiast jest z dorosłymi, to oni muszą dojrzewać, przełamywać własne obawy, wątpliwości, opory wobec niezbędnego ryzyka. Ich doświadczenie to bogactwo, ale i balast, który krępuje. Wszelkie radykalne zmiany wynikające z niezgody na stan obecny, to przyznanie się do błędu lub grzechu zaniechania, niewiary,
czy wreszcie bezsiły. Pociągają za sobą przekreślenie całej lub części własnej przeszłości, krytyczne oceny własnego życia, własnej postawy. Dla wielu są to koszta zbyt wysokie, by nie rodziły rozterek i dramatów osobistych. W tym kontekście atutem młodych jest brak przeszłości. Młodość ma tylko przyszłość i to jest jej siłą. Ale ta siła opłacona jest niedojrzałością. Najgorzej jest, kiedy dorosłe społeczeństwo tę właśnie cechę młodości zachowuje trwale.

W.N. Znakomita większość Pana słuchowisk i sztuk teatralnych - żeby wspomnieć tylko „Mirakle” czy „Czułość” - porusza się w kręgu tematów współczesnych, lecz po historię sięga Pan nie po raz pierwszy.
Są sekwencje historyczne w „Opresjach”, sztuce granej w latach siedemdziesiątych w warszawskim Teatrze Nowym. Podobnie jak w „Przyzwoleniu”, a także w znanym i tłumaczonym na kilka języków słuchowisku „Pangea”, gdzie historia liczy się na miliony i miliardy lat. Nie jest Pan zatem pisarzem ahistorycznym.

H.B. Dawki historii, jakimi częstuję moich słuchaczy i czytelników są homeopatyczne, przynajmniej jeżeli chodzi o historię bliższą i rzeczywistą. Inaczej z tą, która przyjęła postać mitologii. W tej przeszłości, gęstej od poetyckich symboli i archetypów, stanowiących trwały fundament naszej europejskiej kultury, czuję się o wiele swobodniej. Sięgnąłem do niej ostatnio dwukrotnie - w sztukach „Ostatnia noc radości” oraz
„Ten wspaniały Menander”.

W.N. Wojna trojańska i motywy z komedii Menandra - to może zaskakiwać dzisiaj, kiedy przeważa temat „gorący”.
H.B. Temat „gorący” to domena prasy. Nie cenię publicystyki ani w teatrze, ani w literaturze, która powinna pamiętać o wszystkich wymiarach życia. I nie może czekać z tym na czas sposobny, spokojny, bo takiego czasu długo nie będzie. Nie należy pisać na zamówienie ideologów, ale lepiej też nie pisać na zamówienie ulicy. Po emisji słuchowiska „Tancerz” spotkałem się ze zdaniem, że utwór nie przystaje do dokonujących się u nas przemian. „Tancerz” to fantazja radiowa wyrażająca tęsknotę człowieka do swobody i doskonałości -
i dlaczegóż miałbym przedstawiać ten wielki i wieczny temat w kategoriach politycznych? Polityka i tak nas ściga i dopada na każdym kroku - należy się raczej przed nią bronić, jeżeli chcemy pozostać pełnowymiarowymi ludźmi, jeżeli chcemy ukazywać życie w jego wszystkich ludzkich i ponad ludzkich aspektach. Dominacja polityki to niebezpieczeństwo dla kultury, zaś degradacja kultury pociąga za sobą także upadek kultury politycznej. Degradacja kulturalna społeczeństwa staje się faktem, a „zasługami” władza tym razem może podzielić się ze skłóconymi środowiskami twórczymi. Nieprędko wyzwolimy się z instrumentalnego traktowania kultury, skoro każda pojawiająca się formacja od tego właśnie zaczyna.

W.N. W Pana twórczości zawsze wyraźne były akcenty komediowe i satyryczne. Czy to, o czym Pan mówi nie może być przedmiotem satyry?
H.B. Przypomina to zdanie Diderota, że gdyby nie rząd  i kościół nie byłoby o czym pisać. Jest jednak jeszcze społeczeństwo i jest jednostka. Wielość rzeczywistości, niekoniecznie w rozumieniu Chwistka, lecz także potocznym, jest faktem. I jest wiele stopni tragizmu, jak i na skali humoru - aż do autoironii włącznie.
Miarą wzrostu normalności będzie to, że coraz więcej będzie krytycznych portretów społeczeństwa, którego rozliczne wady okażą się jego własnym dorobkiem, a nie tylko rezultatem wadliwego systemu politycznego. Dopiero przy poważnej próbie reformowania może okazać się, jak silne jest nasze przywiązanie do niektórych, wcale nie najlepszych cech systemowych. W każdym razie z naszego życia znikają powoli „święte krowy” i to jest jednym z przejawów normalności i powrotu do zdrowia społecznego. Jest to także otwarcie nowych obszarów dla pisarskiej satyrycznej penetracji.

W.N. Ostatnio opublikował Pan garść nowych opowiadań. Czy to  powrót do gatunku tak chętnie dawniej przez Pana uprawianego? Jest Pan przecież autorem kilku tomów opowiadań, a wybór ich pt „Czekanie na znak” ukazał się e 1985 w „Czytelniku”.
H.B. Odpowiada mi krótka forma, utwór z którym można się zapoznać w jednej jednostce czasu. W odbiorze to właśnie zbliża opowiadanie do utworów scenicznych, telewizyjnych czy radiowych, nie mówiąc o muzyce, której cechą konstytutywną jest rozwijanie się i trwanie w czasie. Przygotowuję nowy tom opowiadań, lecz uprawianie tego gatunku łączy się z pewną rozrzutnością pomysłów i nie wiem czy będzie mnie na to stać na dłuższą metę. Być może stąd wynikły moje wycieczki w stronę powieści. Po „Rzucie podkową” oraz „Irytacjach” przyszła kolej na „Wiek świateł”, powieść, w której próbuję pokazać, co by się stało, gdybyśmy dzisiaj chcieli powrócić do pewnych śmiałych idei epoki Oświecenia. Ale nad tą prozą jeszcze pracuję.

W.N.Zwrócono już uwagę, że Pana proza i utwory dramatyczne, zarówno sceniczne, jak i radiowe,
są jednorodne w klimacie, w sposobie widzenia świata, w rodzaju humoru. Łączy je, jeżeli tak można powiedzieć, uśmiechnięty sceptycyzm, racjonalistyczny stosunek do świata, przy pełnej świadomości niedoskonałości rozumu, który jakże często staje przed rzeczami większymi od siebie. Michał Sprusiński widział w Pana twórczości powinowactwa z literaturą Oświecenia. Ale są chyby bliższe parantele.
Ja podpowiedziałbym Panu teatr Giraudoux.

H.B. Tak. Dodałbym jeszcze jednego pozostającego dzisiaj nieco w cieniu - G.B.Shawa. No i Czechowa,
w dramacie i oczywiście w prozie. Zresztą sympatii jest wiele, także wśród naszych współczesnych, wśród moich kolegów pisarzy. Jednak największą sympatią jest życie. Czasami okazuje mi wzajemność i wtedy jest znośnie, a nawet zupełnie dobrze. Dziękuję, Panie Wojciechu, że poświęcił Pan swój czas, by ze mną porozmawiać.

Życie  Warszawy, 1990

..............................................................................................................................................................

© 2013 Henryk Bardijewski. All rights reserved.